Asertywność

Asertywność

Mylona, o jak bardzo, z tym, czym nie jest. „Ale on asertywnie pojechał!!!” – wtedy, gdy czyjś tekst był po prostu chamski. „On jest strasznie asertywny” – słychać niekiedy o człowieku, który nie liczy się z innymi i ma w zwyczaju (czasem w białych rękawiczkach) tratować granice stawiane przez innych ludzi. Tak się niekiedy przyjmuje, że ktoś asertywny to taran, czołg, który zmierza do celu bez względu na koszty dookoła niego.

Tymczasem wiadomo, że wcale nie. Agresja nie jest asertywnością. Asertywność generalnie nie polega na wkraczaniu na terytorium drugiego. Asertywność to zdolność wznoszenia bezwzględnie koniecznego ogrodzenia, które wyznacza nasze granice. By właśnie nie stratowano tego, co dla nas ważne.

Asertywność nie jest wylewna. Mówi „nie”, niekiedy tłumaczy zwięźle, dlaczego mi na czymś zależy, ale nie musi za to nikogo przepraszać. I nie rodzi się w okopie, gdzie trzeba się bronić – bierze się z szacunku i pokochania samego siebie. Z głębokiego poznania, z czym czuję się dobrze, a z czym już bardzo źle, bo jakaś ważna cząstka mnie została naruszona. Z przyznania sobie prawa do mówienia, że „to mi się podoba”, a coś innego niekoniecznie – i tak jest dobrze. Z realizmu i pokory, która uznaje, na co nas stać, a na co nie. I pewnie jeszcze z wyzbycia się iluzji. Jak ta, gdy mówimy, że pada deszcz, gdy ktoś pluje na głowie. Albo ta, że wszyscy sami będą bronić naszych granic. Nie. Wielu ich nie dostrzeże.

Więc najpierw jest zobaczenie w samym sobie człowieka godnego szacunku. Jeśli siebie szanuję, staję po stronie swoich fundamentalnych potrzeb i wartości. Nie są to sprawy wcale błahe. Wielkie znaczenie ma to na przykład, że ważna jest dla mnie rodzina i „nie ok” będzie dla mnie spychanie dodatkowych obowiązków przez szefa, bez pola decyzji, czy chcę brać nadgodziny. Albo że potrzebuję spokojnego wieczoru po ciężkim dniu dzisiaj, w związku z tym umawiam się na rozmowę telefoniczną jutro.

Gdy nie ma w naszym życiu płota asertywności, dzieją się dwie trudne rzeczy. Po pierwsze, obrażamy się, gdy ktoś mówi do nas językiem asertywności. Druga – żyjemy w poczuciu krzywdy, że my to dla innych wszystko, a o nas to nikt nie myśli. Jeśli tego doświadczasz – proszę, pomyśl o sobie sam lub sama jako pierwsza/y. Zacznij od granic stawianych pracy, przymusowi prasowania skarpetek i tym rzeczom, których sensu nie widzisz, ale pozwalasz im zabierać Twój czas i spokój.

Zacznij od miłości. Od miłości do siebie. Bez niej nie ma miłości drugiego człowieka i zrozumienia jego prawa do bycia kimś szanowanym, ważnym, innym niż Ty.

Małgorzata Rybak