Uderza mnie, że to „Boże” – „Ciało”, które część z nas dzisiaj obchodzi. Kolejne ucieleśnione święto. Bardziej się tego powiedzieć już nie da: że Bóg ma ciało. Choć przecież o tym jest Zwiastowanie, Wcielenie i cała Pascha.
Procesyjnie dziś w wielu miejscach to Ciało będzie noszone, będą Mu sypane kwiaty, będą dzwonki, śpiew, wędrowanie. Święto w ruchu, bo do tego ciało istnieje: do ruchu, do czucia, doświadczania; do wyrażania, do gestów, do skakania. Nie do zastygnięcia, zapomnienia o nim, zamrożenia, unicestwienia.
Nie jest to święto „Bożej Myśli”, „Boskiego Intelektu”, „Bożej Siły Woli”. Ha, nawet w kalendarzu takich nie ma nigdzie. Są święta o wcieleniu. O ciele i jego losach. O bliskich więziach. O obdarowaniu i pomocy.
Jak więc to się stało, że dla tylu ludzi religia oznacza procesyjne opuszczenie ciała i wejście do głowy? I tylko już w głowie dzieją się rzeczy, przybierając formę wiecznego niepokoju i dramatu istnienia? Jak to się stało, że Bóg, który tyle pokazał o ludzkim ciele, nie przekonuje do tego, by uczcić własne ciało? By mieć z nim relację i przyjąć je jako nieodłączną część siebie? Jak to się stało, że można wierzyć i jednocześnie pogardzać swoim ciałem, nadawać mu funkcję wyłącznie użytkową, widzieć je jako wrogie, cudze? Takie myśli mi towarzyszą ostatnio.
Ile czułości w tych dziecięcych gestach dzisiaj – wobec Ciała. Ile radości i świętowania. Mimo wszelkich prób, by było wyłącznie podniośle, i tak wyjdzie po ludzku, radośnie i krzywo.
Może moglibyśmy się czegoś z tego nauczyć. Podobnej troski jak w tych procesjach. Ciało przecież potrzebuje wielkiej troski, bo jest kruche i zdanie tylko na nas. Potrzebuje, by się nim opiekować. Z czułością je nosić. Słuchać, co chce powiedzieć (nieraz z wielką już desperacją). Pokazać mu wszystko, czym żyjemy, i co jest zwykłą codziennością. I pokazać je także tej rzeczywistości, jakie jest ważne.
Bądźcie dobrzy dla siebie 💚
M
Fot. Pixabay