Myślę, że jeśli jest w nas dużo lęku przed pokazywaniem swojej słabości, bólu czy pytań, to być może z powodu doświadczenia. Może mamy takie doświadczenie, że gdy (słusznie) szukamy obok siebie drugiego człowieka, by przynajmniej przełamać poczucie osamotnienia, to następuje wtedy coś, co sprawia, że chowamy się z powrotem i jeszcze głębiej do swojej skorupki.
I w ten sposób chodzimy po świecie pełnym naskórkowych relacji i niedopowiedzeń, bo z jakichś powodów (narzuconego kulturowo przymusu „skuteczności”? braku przyzwolenia dla smutku? wychowania, w którym „nie bądź beksą” utrwaliło w nas pancerz, który odcina od współczucia dla siebie samych i przez to – pozbawia nas także miękkich części wobec innych?) ginie zdolność prawdziwego wysłuchania. Bez ocen, porównywania do innych, bez poradnictwa czy pocieszania. W ostatnim tekście dla Aletei [KLIK] dzielę się myślami o tym, co – jak wierzę – pomaga być blisko człowieka, który powierza nam (trudny) kawałek siebie.
Dziękuję też za wszelkie wsparcie, z którego tkam kocyk do opiekowania się sobą w bólu nad tym, co stracone.
Dobrego dnia, dobrych spotkań ze sobą samym/samą i z drugim człowiekiem
M