Ciało do nieba wzięte

Ciało do nieba wzięte

Dziś kolejne święto o ciele. Tak ukochanym, że zabranym do Nieba, by nie cierpiało rozłąki.

Jak ma się ono na naszym świecie? Głównie żyje odseparowane. Staje między nami a nim filozofia, kultura, idee i nasze osobiste trudne historie, gdy je nam na różne sposoby odbierano.

Zbyt poważnie wzięliśmy Kartezjusza, który egzystencję człowieka Zachodu sporwadził wyłącznie do pomieszkiwania w głowie, by spędzał czas rozmawiając z własnymi myślami. Rozorały prawo do bycia jednym z własnym ciałem herezje, w tym gnostyczny dualizm, który skonfliktował „świętą duszę” z „okropnym ciałem”. Hednoizm zrobił z niego rzecz, którą można wyeksploatować – tak swoją, jak czyjąś. Media zrobiły z niego idealną wizytówkę, wieszak na sukienki.

Nieraz mieszkamy w nim i z nim jak z kimś obcym. Jak z krnąbrnym dzieckiem, które nie jest w stanie podołać naszym dorosłym założeniom. Z kimś, na kogo się złościmy, kogo za trudno nam (z)nosić, albo jak z kimś kompletnie niezananym, nieswoim. Nic dziwnego, jeśli tyle lat uczyliśmy się go nie słyszeć, zapominać o nim i mu nie wierzyć. Do dziś czeka stęsknione i kocha nas z całego serca.

Jeśli macie ochotę przeczytać pełen miłości list, jaki ciało być może chciałoby do Was napisać, to zpraszam TU [KLIK]. A może wolicie udzielić mu głosu, by samo skreśliło do Was kilka słów.

Wzruszy Was jego głos.

Bądźcie dobrzy dla siebie <3

Małgosia

2 komentarzy

  1. Mariusz

    Teksty Pani Małgorzaty to prawdziwe perełki. Z jednej strony napisane prostym językiem a z drugiej traktujące o czymś niezwykle ważnym o czym często nie zdajemy sobie sprawy, o czym nie myślimy albo co by nam nigdy do głowy nie przyszło. Mam wrażenie, że wielu rzeczy trzeba nam się w życiu oduczyć, wszystkich naleciałości wszechobecnego „rozwoju” i „postępu”. Trzeba najpierw wyruszyć w głąb siebie, poznać, przytulić swoją tożsamość i dopiero wyruszyć z tym do ludzi.

Komentarze są zamknięte.