Ciało opuszczone

Ciało opuszczone

W drugim dniu historii o ciele kończą się słowa. Nad tym, co można ciału zrobić. Jak skazać je na samotność, pogrążyć w bólu, poniżyć, zawstydzić, umęczyć i zabić.

To nie jest zaproszenie, byśmy my zrobili sobie to samo – wówczas ta kaźń niewinnego byłaby czymś kompletnie na próżno. To nie jest zaproszenie, by znienawidzić ciało, obciążyć je ponad wszelką miarę i opuścić. To elementarz scen, których nie wolno powtarzać, ani wobec drugiego, ani wobec siebie samego.

Ci, którzy wobec tych scen zachowali jasność – nawet nie myślenia, ale własnego człowieczeństwa – wiedzieli, że ciało potrzebuje ulgi, otarcia twarzy chustą, odjęcia ciężaru. Obecności i współczucia, nawet jeśli się wydaje, że to współczucie jest tak bezradne albo że zaraz rozerwie serce.

Możemy nie pamiętać, co stało się z naszym ciałem, że na nie zobojętnieliśmy. Kiedy dokładnie zaczęliśmy zakładać, że wszystko wytrzyma. Poświęcić jego kruchość na rzecz planów stulecia. Odmówić mu wspierającej obecności innych. Przepraszać cały świat za to, że ma jakieś potrzeby, że boli, że nie działa „jak trzeba”. Traktować jak kulę u nogi. Podpisać szyderczą tabliczką żartów na własny temat, by do grona tych, którzy nie traktują go poważnie, dołączyli jeszcze inni.

Ale może ciało, które opuszczamy i do którego mamy żal, że nie spełnia naszych oczekiwań, też ma własną historię. Zawstydzania zamiast przyjęcia. Karania zamiast wsparcia. Wmuszania, ignorowania, kazania mu być cicho. Karmienia go octem przytakiwania na to, na co nie mieliśmy sił ani wewnętrznej zgody (ile litrów tego w życiu połknęliśmy). Pisania mu listy zadań bez słowa: „dzień dobry, jak się masz?”. Składania go do łóżka jak do grobu, bez pytania, jak się czuło z tym wszystkim, co na nie tego dnia złożyliśmy.

Dzisiaj akurat będę nagrywać lekcję o ciele na kurs „o sprzątaniu”. Nie przypuszczałam, że tak to się zbiegnie. Że taki dzień obejmie nad nią swój patronat. Zatytułowanam ją „Relacja z własnym ciałem, czyli powrót do początku”. Na początku jest współczucie. Zamiast zobojętnienia albo okrucieństwa.

Współcucie odwraca wszystko. Uczy przyjęcia zamiast zawstydzania. Wspierania zamiast karania. Brania pod uwagę i pytania: „czy chcesz?”. Ochorny odmową, choćby komuś byłoby tak przykro, że się obrazi do końca świata albo do jutra po południu. Dobierania zadań do możliwości. Troski, czułości i traktowania serio.

Współczucie nas skleja, łączy porozrywane więzi, leczy nas od środka. Przywraca połączenie z własnym ciałem.

Bądźcie dobrzy dla siebie

Małgosia

Fot. Canva