Co nas nie zabije

Co nas nie zabije

„Co nas nie zabije, to nas wzmocni”. „Ograniczenia istnieją tylko w twojej głowie”. Czy aby?

„Skoro Nick Vujicic daje radę bez rąk i nóg, to ty sobie możesz poradzić ze wszystkim”. A jeśli jednak ja sobie nie radzę? Znaczy, że w skali beznadziei skończyła się dla mnie podziałka?

Czy hasła, jakimi karmi nas optymistyczny nurt motywacyjno-inspirujący, mają swoje granice? Czy biorą pod uwagę realność naszych ograniczeń i historii, unikalnego doświadczenia tego, kim jestem? Jeśli ktoś mówi, że ma jeden klucz do poprawy życia każdego człowieka, nazwałabym to gwałtem na ludzkiej złożoności. To nie tyle klucz, co wytrych albo ładunek wybuchowy, którym można drugiego zniszczyć, programując na „sukces” (co działa na krótką metę) i składając obietnice bez pokrycia („rób tak jak ja, a zajdziesz tam, gdzie ja jestem”).

Bardzo krótkotrwałe okazują się owoce filozofii „wyciskania z siebie” efektów („bo skoro inni mogą, to ja też”). „Jak się ścisnę, to na pewno dojdę tam, gdzie wzrok nie sięga”. Choć na chłopski rozum, z tego ściskania bardziej idziemy w stronę tzw. „dupościsku” (excusez moi le mot) niż wewnętrznej przemiany. Ona bowiem pyta o to, czego potrzebuję, by iść do przodu. Skąd biorę zasilanie? Co we mnie musi zostać zrozumiane, uzdrowione? Jakie okoliczności mi sprzyjają? Przemiana potrzebuje przeżycia słabości, dylematów i pytań – i tego, co mi po prostu nie wyjdzie. Wewnętrzny rozwój , jak wierzę, jest możliwy tam, gdzie są wspierające relacje. Z drugim człowiekiem, z Bogiem i ogromnie ważna – ze sobą samym.

Dla Aleteia Polska napisałam o manipulacji – przepraszam, „motywacji”, oderwanej od rzeczywistości naszych pytań i ograniczeń [KLIK]

Małgorzata Rybak