Relacji z własnym ciałem nie da się zmierzyć ilością czasu spędzanego na malowaniu paznokci albo ceną kremu do twarzy, jaki stoi pod lustrem w Twojej łazience.
Nie da się jej zmierzyć ilością przebiegniętych kilometrów albo godzin spędzonych na siłowni.
Nie działa tu „im więcej, tym lepiej”. Można stworzyć z własnego ciała nieskazitelną fasadę i jednocześnie żyć obok niego.
Można też je trenować do upadłego i zamienić w projekt. Sportowy, estetyczny, modowy. Na drugim biegunie będzie zaniedbanie go i zaniechanie ekspresji własnego „ja”, o czym jeszcze będę pisać.
Relacja z własnym ciałem polega przede wszystkim na włączeniu go do pola swojej świadomości – jakby był ze mną ktoś, kto jest dla mnie ważny i o kogo się troszczę. Kogo rozumiem – i rozumiem przez to siebie. Moje potrzeby, uczucia, granice, wartości.
Dzięki temu, że rozumiem moje ciało, mogę tworzyć znaczące dla mnie relacje, sensownie być w tych bliskich i cenić także swoją samotność.
Bo usłyszeć ciało, to usłyszeć własne serce.
To ilustracja z książki „Kolorowy potwór. Doktor od emocji” Anny Llenes, o której recenzję poprosiło mnie Wydawnictwo Mamania i jutro ją u mnie przeczytacie (ach, uwielbiam serię o Kolorowym Potworze!!! 🎈).
A jeśli chcecie budować relację z własnym ciałem przez praktykę, już 28.08. startuje grupa rozwojowa online „Ciało – mój dom” i będę w niej dla Was aż przez 4 tygodnie. Jeszcze przez tydzień za udział w grupie zapłacisz 170 zł zamiast 200.
Zapraszam serdecznie, szczegóły TU [KLIK].
Z życzeniami dobroci dla siebie
Małgosia