Niezwykły film, opowieść poruszająca najbardziej wrażliwe struny. Z pogranicza fabuły i metafory, łączy realistyczny świat z cudownymi zwrotami akcji. To, co w nim najbardziej realne – to dojmująca głębia doświadczenia człowieka.
Obejrzałam zachęcona nagłówkiem na jednym z portali (na czytanie recenzji brakło już czasu). Bohater – to 11-letni chłopiec (dokładnie, jak mówi nowemu kierownikowi domu dziecka, w którym przebywa – jest w nim od urodzenia, to znaczy od 11 lat i 16 dni). Żyje w świecie nadzwyczajnej wrażliwości na dźwięki. Pewnego dnia ucieka z sierocińca, wierząc, że musi zrobić coś, by rodzice go usłyszeli, a wtedy po niego wrócą. Po drugiej stronie, oddzielnie od siebie żyją Louis i Lyla, muzycy, którzy kiedyś spędzili ze sobą jedną noc; nigdy później siebie nawzajem nie odnaleźli i przez tragiczny splot wydarzeń nie wiedzą o istnieniu ich syna. Chłopiec, Evan, ucieka z domu dziecka, wyruszając w podróż za wewnętrzną muzyką, która pozwoli mu znaleźć mamę i tatę. Okazuje się wkrótce, że ma słuch geniusza. Niestety wpada w ręce człowieka, który „zarządza” gromadką dzieci ulicy Nowego Jorku, zarabiając na ich muzykowaniu.
Film jest po prostu przejmujący. Pokazuje, kim jest dziecko, w całej bezbronności swojego istnienia. To suma miłości mamy i taty. Potrzebuje przeglądać się w ich oczach; w nich czyta swoją własną wartość, tożsamość, sens bycia, jak w lustrze. W tym wysyłaniu muzyki w świat, w nadawaniu sygnałów w kosmos, by znaleźć mamę i tatę, Evan jest niestrudzony. Ma słuszny instynkt, że to oni mogą mu powiedzieć, kim jest.
A przecież czasami rodzice nie potrafią udzielić tego potwierdzenia – że ich dziecko jest kimś najcudowniejszym na świecie i najbardziej upragnionym. Dramat polega na tym, że ono nie przestaje wysyłać we wszechświat swojego s.o.s., pragnienia przynależności, relacji, uznania własnego prawa do życia. Ludzie pozbawieni miłości rodziców – podobnie jak Evan – pragną dokonać czegoś wielkiego. Te wszystkie uwikłania, w jakie wpada dorosły człowiek – nałogi, pracoholizm, poświęcenie siebie dla kariery – to właśnie wołanie albo o jakiś uśmierzacz, albo o kwit potwierdzający własną tożsamość i wartość. Ów mit „bycia w końcu kimś” – bo wcześniej było się „nikim”.
Instynkt przynależności sprawia w życiu Evana także kłopoty – szalony „Czarodziej”, żyjący z talentu bezdomnych dzieci, porozstawianych na chodnikach metropolii, łatwo wpada w dziurę po rodzicach, bolesną ranę w sercu chłopca. Jednak to historia pełna nadziei. Z czasem Evan dorasta do prawdy o swojej wyjątkowości – i ucieka.
Film to kopalnia dialogów z dziećmi – i tych niszczących i odbierających im marzenia, i tych, w których mały człowiek znajduje przestrzeń szacunku, wolności i rozwoju. Piękne kino, opowiadające historię niezwykle wrażliwego chłopca obrazem, muzyką i tak wieloma subtelnościami, że oglądając można zapomnieć o tym, że świat istnieje. 🙂
Małgorzata Rybak
„Cudowne dziecko” (August Rush), USA 2007, reż. Kirsten Sheridan.
Źródło zdjęcia: TU
Źródło zdjęcia: TU
Zgadzam się. Oglądałam i niezwykle mnie poruszył
Wychodzi, że jestem jakieś 11 lat za premierą 😉 🙂