… dlatego, że mamy różne bardzo cenne części samych siebie. Cenne, kruche, drogie, otoczone lękiem przed doznaniem uszczerbku. Wśród nich znajduje się „JA idealne” – to, jakimi bardzo chcielibyśmy być i jakimi chcielibyśmy, by widzieli nas ludzie. Nie chodzi tu o manipulację. JA idealne to cel, do którego instynktownie dążymy.
JA idealne jest w nas bardzo mocno powiązane ze światem wartości deklarowanych. Czyli tych, które – zapytani o nie – wyrecytowalibyśmy jako ważne czy kluczowe w naszym życiu. Może to być rodzina, przyjaźń, hojność, uczciwość, zdrowie – by tylko podać przykład. Obok nich jednak znajdują się wartości rzeczywiste, czyli te, które widać w naszych codziennych wyborach. I tak osoba deklarująca za nadrzędną wartość – rodzinę, może na przykład na co dzień dokonywać wyboru nieustannego skracania czasu z nią spędzanego na rzecz pracy, która w praktyce jest priorytetem.
JA idealne jest bardzo potrzebne, bo wyznacza kierunek rozwoju i pokazuje mi, kim pragnę być. Im bardziej jednak wierzymy, że musimy być najlepsi, bez skazy i tylko jako tacy możemy być przyjęci, tym trudniej przyznać się do błędu.
Lubię pozwalać, by moje JA idealne reflektowało, czy rzeczywiście wszystko jest ok. Wymaga to wysiłku, odwagi i uczciwości, ale lubię ten moment, kiedy ono przestaje drżeć ze strachu i konfrontuje się z tą częścią mnie, która jest w drodze. Słabą, uczącą się, popełniającą błędy. Lubię tą chwilę, gdy JA idealne wraca po moje JA realne i mówi: chodź. Nie załamuj się. Noga za nogą. Uczymy się dalej stawiać kroki.
Im łatwiej te sfery się w nas spotykają, tym łatwiej o słowo „przepraszam” i o wysiłek przemiany.
Małgorzata Rybak
PS. Wartości będą jednym z modułów planowanej w przyszłym roku drugiej części warsztatów „ZŁAP ŻYCIE”.