Czekał na wycieraczce

Czekał na wycieraczce

Kiedy kończyliśmy z wrześniową grupą rozwojową pogłębianie relacji z własnym ciałem, naturalnym wydało mi się, że nie możemy go w kolejnym projekcie porzucić. A jeśli cierpi ono z jakichś powodów, to myślę, że najbardziej ze stresu.

Nie pytałam dlatego uczestników o wybór kolejnego tematu, bo ten dla mnie prosił się o to sam. Czekał na wycieraczce, zdyszany, przemoczony i gdyby go wpuścić do środka bez spojrzenia mu w oczy, poleciałby gotować, płacić rachunki, oddzwaniać i zdążać, aż padłby w łóżko nieprzytomny.

I tak zmęczony, że nie mógłby zasnąć.

Stres do jakiegoś momentu nas ożywia, ale od jakiegoś nas zakłóca. Sprawia, że żyjemy obok własnego życia. Jak przypadkowi statyści, odgrywający nieswoje scenariusze. Osamotnieni – z jednej strony dlatego, że stres robi nam tyle, że nie jesteśmy w stanie tego wypowiedzieć, a z drugiej – kiedy on napędza nasze życie, po prostu nie budujemy więzi z innymi. Albo doświadczamy go tyle, bo więzi jest w naszym życiu za mało.

Tak więc otworzymy stresowi drzwi, posadzimy w fotelu, damy mu do ręki kubek ciepłej herbaty, i powiemy: „Opowiadaj”. Może zacznie szybko jak karabin maszynowy, bo przecież nie ma czasu, a może będzie milczał uparcie, bo tak przerażające wydadzą mu się uczucia, jakie w sobie znajdzie. Może będzie potrzebował chusteczki.

Posiedzimy. Poczekamy. Damy mu czas, otulimy miłością, nastawimy ucho pełne zrozumienia.

Od 27 października do 24 listopada będziemy się nim zajmować w grupie rozwojowej online „Radzenie sobie ze stresem”. Jest w niej 40 miejsc. Zapraszam serdecznie.

Szczegóły TU [KLIK].

Małgosia

Fot. własne