Trzy lata temu napisałam tekst „Mój przyjaciel, gniew”. O tym, że złość chce nas chronić i daje siłę. Że bez niej bylibyśmy bezbronni jak dziecko w ciemnej ulicy. A dzieci przecież wiedzą, jak tupać i krzyczeć. Potrzebują towarzyszenia, by uczyć się być ze swoją złością, gdy ta potężna fala przelewa się przez ich ciała. Potrzebują, by ktoś ich z nią zobaczył – i z trudem, jaki ona wywołuje. „Och, widzę, że bardzo cię to rozgniewało”. Wówczas złość z wielkiej i niepohamowanej czerwonej kuli staje się coraz mniejsza, najpierw jak balonik, a potem jak piłeczka, którą można schować do kieszeni.
Jasne, że da się tak zrobić, żeby dziecko się nie gniewało. Da się tak je złamać, tak zakazać najmniejszych oznak złości, że na całe życie, przetaczające się ponad nim, będzie spoglądać z szeroko otwartymi oczami i zapamięta, że nic nie może zdziałać we własnej sprawie. Zapamięta też, że drugi człowiek może wszystko od niego chcieć, ale ono nie może czegoś nie chcieć.
Można też złość wyśmiać i powtarzać, że szkodzi piękności. Sprawia, że Mikołaj omija nasz komin, a mama mówi, że odda nas panu na ulicy.
Z kieszeni znika czerwona piłeczka, która podpowiada, że czegoś chcę, a czegoś nie. Która pozwala zadbać o ważne dla nas sprawy. Zostaje pustka.
Jeśli boimy się, że kontakt z uczuciami odbierze nam wolność, to jest dokładnie odwrotnie. Zyskujemy coraz więcej wolności nie wtedy, kiedy przestajemy czuć trudne emocje, ale dopiero wówczas, gdy się z nimi zaprzyjaźniamy i uczymy się z nimi być. Gdy zaczynamy je rozumieć.
To tak przy święcie dzisiejszym, które jest o wolności. Chcę Wam też dać znać, że kurs online „OSWOIĆ ZŁOŚĆ” zachowa zniżkową cenę aż do końca długiego weekendu. Informacje i zapisy znajdziecie TU [KLIK].
A ja kończę prace nad workbookiem „Dziennik uczuć”, który trafi w pierwszej kolejności do uczestników kursu i powiem Wam, że wychodzi naprawdę śliczny. I będzie w trzech okładkach do wyboru 😊
Kto dołącza? 🎈
Bądźcie dobrzy dla siebie 💚
M
Fot. Unsplash