Czułość

Czułość

Otrzymałam zapytanie, czy na blogu w Wielkim Poście będę nawiązywać do pracy nad sobą. Zastanowiłam się. To taki moment w moim życiu, że potrzebuję dystansu do pojęcia „pracy nad sobą”. Widzę za to rosnącą we mnie nieustannie potrzebę szacunku dla procesów, jakie zachodzą w człowieku i niszczącą rolę presji, by wykrzesać z siebie kogoś innego, niż się jest. Pracując przez ostatnie lata na rzecz czegoś, co można nazwać rozwojem – tak własnym, jak i „rozwojem relacji” (dziś nazwałabym ten proces pewnie raczej dojrzewaniem, uznając ograniczoną rolę stron w czymś, co jest wypadkową możliwości i sytuacji dwojga ludzi – rzeczywistością ogromnie dynamiczną i wymagającą także wiele pokory) – doszłam do takiego momentu, w którym ważniejsza wydaje się cisza, otwarcie na drugiego, ciekawość tego, co będzie i empatia (chyba bazowa dla całej reszty). „Praca nad sobą” stała się dla mnie synonimem czegoś bardzo intymnego, w którym tak samo ważne jest „branie”, zasilanie, przyjmowanie wsparcia – jak wysiłek, by próbować nowych sposobów myślenia i działania.

Właściwie z roku na rok „praca nad sobą” i „postanowienia” stają się dla mnie czymś, co mniej ma władzę nade mną, a bardziej może służyć i sprzyjać temu, co we mnie najbardziej żywe i potrzebujące.

W znalezionym ostatnio na portalu Aleteia przepięknym tekście (KLIK) o radzeniu sobie z chorbą i odejściem dziecka poruszyły mnie mocno przywołane słowa ks. Grzywocza, że „człowiek, który cierpi, potrzebuje najbardziej czułej obecności drugiej osoby”. Dochodzę do wniosku,  że generalnie dla siebie mogłabym to stwierdzenie uprościć do „człowiek potrzebuje najbardziej czułej obecności drugiej osoby”. „Czułość” jest momentem i dostrzegania potrzeb, i wyjściem z pragnieniem zrozumienia, i akceptację dla słabości.

Gdyby Wielki Post mógł stać się dla mnie okazją do przeżywania czułości – zarówno czułości Boga, jak i tej, która może zaistnieć w relacji z drugim człowiekiem – mężem, dzieckiem, kimś w potrzebie – i gdyby nie brakło jej dla siebie samej, byłabym szczęśliwa. Z „Wielkiego” Postu można by wyrzucić pragnienie wielkich dokonań na rzecz wrażliwości, która sprawia, że stajemy się dla siebie nawzajem jako ludzie bezpieczną przystanią.

Małgorzata Rybak