Na jednej z edycji warsztatów zawisło w powietrzu pytanie dotyczące jednego z proponowanych obszarów pracy: „ale czy troska o własne potrzeby nie kończy się wielkim odlotem w stronę egoizmu?”
Liczne grono osób pamięta moje poświęcenie kilku dobrych lat, sił i talentów wyłącznie ścieżce, jaką był Program JA+TY=MY, skierowany do małżeństw, który właściwie koncentrował się na tym, jak wyrwać nas z utknięcia w ciasnym egoizmie, zawężającym horyzonty do tego, co „ja” i „moje”; co stare, znane i broni mojej pozycji kosztem drugiego.
W pochyleniu się nad potrzebami jednak nie ma żadnego sabotażu małżeństwa i rodziny. Nie bez powodu projekt „Złap życie” miał i ma nadal roboczą nazwę „JA+JA”. Nie: „JA i reszta świata, który ma się wokół mnie kręcić”. „JA+JA” jest ścieżką brania odpowiedzialności za to, za co jak najbardziej odpowiedzialni być powinniśmy, by tworzyć dojrzałe związki: za samych siebie.
Zapytałam na ostatnim warsztacie, co jest szczytem samorealizacji. Siódmy fakultet? Nagroda Nobla? Łydki szczupłe jak u Chodakowskiej? Milion egzemplarzy sprzedanych książek? Serio? Może warto się tam znaleźć, żeby zobaczyć, że nie. Przecież to spełnienie, które nas nasyci naprawdę, a znajduje się na czubku piramidy ludzkich potrzeb, następuje dopiero wtedy, gdy uda nam się po sobie zostawić konkretne i trwałe dobro. W rodzinie, w przyjaźniach, w pracy. Naprawdę żaden nawet oklaskiwany projekt nie uszczęśliwi człowieka, który zostanie z nim sam i nie będzie miał wokół siebie nikogo, z kim podzieli swoją radość.
Tam, na szczycie spełnienia jest moment, w którym przekraczamy samych siebie, by stać się kimś DLA kogoś. I to „dla” jest czubkiem rakiety, która dopiero zabiera nas w przestworza. Żadna rakieta jednak nie wystartuje bez porządnego kosmodromu i pełnego baku – i dlatego sprawdzamy, czy potrafimy zatroszczyć się o własne potrzeby w kluczowych obszarach naszego życia. Żeby nasz lot nie skończył się spektakularnym krachem.
Przekładając na język praktyki dla mam: jeśli jedziesz na wiecznej frustracji, bez poczucia wpływu na rzeczywistość i bez odpoczynku, w końcu nawrzeszczysz na dzieci i będziesz potrzebować internetowych grup wsparcia kobiet, które też wrzeszczą i ratują się nawzajem stwierdzeniami, że „wszystkie wrzeszczymy, ale na szczęście dzieci kiedyś pójdą z domu”. Albo winnym wszystkich twoich nieszczęść będzie mąż, od którego będziesz coraz dalej i dalej w historii waszego życia, i żadne JA+TY tego nie naprawi. Pytanie tylko, czy taki masz pomysł na siebie? 🙂
Małgorzata Rybak
dziękuję za ten wpis i pozdrawiam
Dziękuję za mądre i ważne pytania 🙂 Pozdrawiam ciepło m