Tak się nieszczęśliwie poskładało w naszej historii, że 1 września to nie tylko początek szkoły, ale i rocznica końca normalnego życia dla pewnego pokolenia. Moja świętej pamięci Babcia wspominała swoją radość, że 1. września 1939 roku nie musiała iść do szkoły. Miała wtedy 15 lat. I pewnie była to jedyna radość związana z wojną, jaką mogłaby sobie przypomnieć.
Dźwigamy na plecach ten pokoleniowy dług. Ten dług mówi nam, że życie nie może być łatwe. Przeciwnie, musi być ciężkie. Skoro ich było tak bardzo nie do zniesienia, to wszystko, z czym my się zmagamy, jest zaledwie igraszką.
Gdy kończą się wakacje, siedzą mi w głowie głosy, które przemawiają do mnie z tego miejsca zadłużenia. „Koniec laby”, „przyszła kryska”, „trzeba się w końcu wziać do roboty”. Jakby stanem normalnym było dokręcenie śruby (do stanu jej maksymalnego obciążenia, ale jeszcze nie krachu) i dociśnięcie. Mówi o tym za ciężki tornister, zbyt wczesna dla wielu dzieci i młodych ludzi pora wstawania (ech, tylu z nich zaczyna dzień razem z górnikami na kopalni, by jechać do szkoły na drugi koniec metropolii), grafiki w których nie mieści się żaden luz.
Mówimy o tym często młodym bez słów. No bo skoro naszym babciom i dziadkom było ciężko, to dlaczego wam ma być lżej. Skoro my musieliśmy zęby w ścianę, to dlaczego wy macie się uśmiechać do poranków.
Z traumami pokoleniowymi jest tak, że potrzebujemy je opłakać. Wierzę zresztą, że tam, gdzie nasi przodkowie dotarli – w miejscu pełnego życia i dobrostanu – dostali tyle czasu, obecności i współczucia, że puściło wszystko to, co musieli w sobie zamrozić, by przetrwać. Że znaleźli świętą przestrzeń, by opłakać straconą młodość, utraconych bliskich, zabrany im do końca życia spokój ducha. Zwykłe dni, których nie było i ciężkie, nieludzkie, zniewolone czasy, które po wojnie nadeszły.
Może potrzebujemy zauważyć, że nasze przeciążanie siebie, odbieranie klatce piersiowej tlenu i dociskanie nie przywróci im straconego. Że nasza lojalność i miłość wobec nich może się wyrazić w życiu pełnym sensu. W tworzeniu świata pełnego współczucia i życzliwości. W uznaniu, że nie zasłużyli na to, co na nich przyszło i że dali z siebie bardzo wiele. Często tyle, o ile nie powinno się prosić nikogo.
Przekonanie, że „życie musi być ciężkie, by było wartościowe”, nie zrobi w nas miejsca na rozwój. Więcej, życie i tak jest trudne. Życie po prostu nie jest łatwe. Dlatego nie potrzebujemy sobie dokładać i ubierać codzienności w bezmiłość. Dlatego możemy szukać, jak żyć mądrzej, piękniej, prościej i łatwiej. Wyjmować z dziecięcych tornistrów, zamiast do nich dokładać.
Bądźcie dobrzy dla siebie
Małgosia
PS. Przygotowałam w końcu informacje o kursie online o odporności psychicznej, który zacznie się w drugiej połowie września. Znajdziecie je TU [KLIK]. A już 23.09. (piątek) zapraszam Was serdecznie na warsztat stacjonarny we Wrocławiu na Bartla 7a/2, poświęcony również tematowi odporności i zatytułowany „Jak nie zarażać się emocjami innych”. Wszystkie szczegóły podam wkrótce, ale można już rezerwować miejsca, pisząc do mnie na: malgorzata.anna.rybak@gmail.com