Współczucie nie mówi: „Bóg tak chciał”.
Nie mówi: „Nie przejmuj się, będzie z tego większe dobro”.
Nie mówi: „Inni mają gorzej niż ty”.
Ile w życiu swoim usłyszałam takich słów. Jak wiele wycierania sobie ust Bogiem, Jego wolą, wyższą koniecznością. Długo, długo potem dowiedziałam się, że istnieje również coś takiego jak przemoc religijna.
A jeszcze potem uświadomiłam sobie, że Jezus także stał się jej ofiarą. W końcu do Jego uwięzienia i zabicia doprowadziła religijna kasta tych, którzy dokładnie wiedzieli, jaka jest wola Boża. I wierzyli w Boga, który jest tylko dla wybranych, torturuje i zabija.
Wiem, że Jego wola nie łamie i nie niszczy. Chroni nadłamaną trzcinę i nie dogasza knotka o nikłym płomyku, ale otacza go troską, by go podtrzymać.
Wiem, że zło na świecie i nasze własne cierpienie jest tajemnicą, na którą nie ma jednolinijkowych wytłumaczeń. Mamy prawo nie rozumieć, doświadczać bólu, straty.
Wiem też, że w najgorszych chwilach współczucie idzie z nami w nasze najtrudniejsze miejsca. Płacze z nami, niesie nas, nie dogasza w nas nadziei. Pyta, czego potrzebujemy. Szuka wyjścia.
„Współczuć” – jest czasownikiem pełnym obecności.
Zapraszam serdecznie do grupy rozwojowej praktykującej współczucie, do 27.03. w cenie early bird. Informacje i zapisy TU [KLIK].
Bądźcie dobrzy dla siebie
Małgosia