Ani zespół pracowników, ani rodzina, ani ja sam(a) ze sobą nie jesteśmy w stanie dobrze funkcjonować bez przestrzeni mówienia o potrzebach. Jeśli chcesz zniszczyć zespół czy jakąkolwiek grupę tworzącą wspólny projekt – zabierz im „areopag”, miejsce wspólnej wymiany, albo przestań ich słuchać. Jeśli chcesz, by atmosfera w Twojej rodzinie zachęcała do ucieczki z domu – każ wszystkim czuć, myśleć i robić to, co Ty. Jeśli chcesz siebie samego „zarżnąć”, wyeksploatować i żyć w poczuciu pozbawienia swoich human rights – nie słuchaj głosu własnych potrzeb. Na końcu każdej z tych dróg widnieje tablica z nazwą stacji końcowej: KATASTROFA.
Rozmowa o potrzebach wymaga kilku rzeczy. Po pierwsze – zaufania. Mówienie o potrzebach pokazuje miejsca w nas najbardziej wrażliwe. Jeśli nasze potrzeby nie bywają słyszane (albo pokazuje się je w krzywym zwierciadle, wyśmiewa czy wyszydza), trudno jest je odsłaniać.
Druga rzecz – to narzędzia mówienia o potrzebach. To najpierw zdolność ich rozpoznawania i nazywania w sobie. Potem – potrzebny jest język, który nie jest atakiem. Zdolność proszenia i przyjmowania odmowy. I wreszcie umiejętność budowania granic: „tego płota nie można już sforsować, ponieważ za nim stoi potrzeba, bez zaspokojenia której nie będę w stanie dobrze funkcjonować”. I tak na przykład jeśli jestem mamą – muszę zatroszczyć się także o moje dorosłe potrzeby, mimo że potrzeby dzieci mogłyby zapełnić dzień razem z nocą.
Źle pojęta zasada „zapominania o sobie” może wyrządzać krzywdę i nam, i tym, co wokół nas. Pomiędzy egoizmem a szacunkiem dla potrzeb i wartości swoich i innych ludzi istnieje naprawdę wyraźna różnica. Nawet Jezus na szczycie krzyża powiedział “Pragnę”, a nie: “Dam sobie radę sam”. Jednym z ostatnich słów było odsłonięcie fundamentalnej potrzeby i własnej bezbronności. Z ust Tego, który sam czynił cuda, padła prośba skierowana na zewnątrz: pragnienie bycia w relacji. Pragnienie nie tylko dawania, ale i przyjmowania.
Tam, gdzie nie ma miejsca na mówienie o potrzebach, gromadzi się frustracja, żal i pretensja. Dlatego lepiej zrobić mniej, ale z szacunkiem dla wzajemnych potrzeb i poświęcając czas na zatrzymanie się nad nimi, niż więcej, ale ich kosztem. To dotyczy także mnie samej i mądrego wyboru: to chcę zrobić, ale tego już nie, bo nie mam na to zasobów. To jest dla mnie ok, ale tamto nie zgadza się z moimi wartościami.
Na końcu tej drogi jest spójny wewnętrznie człowiek, rodzina dbająca o swoich członków i zespół, w który pracuje razem.
Małgorzata Rybak
Bardzo mądre spostrzeżenie. Szczególnie w sytuacji kiedy oczekuje się od nas samodzielności i zaangażowania na 100% – wydawać by się mogło – z pominięciem własnych potrzeb. A tak przecież się nie da.
Ktoś ostatnio mnie zapytał o te 100%. Czy na pewno tyle mam do oddania. I miał rację, bo przy deklaracji zainwestowania 100 % – a to prawie zawsze więcej, niż się ma – dochodzi do bankructwa. Fizycznego, emocjonalnego i duchowego też.