Dlaczego nie da się kochać, dowalając sobie

Dlaczego nie da się kochać, dowalając sobie

„Przepraszam, że zajmuję Ci czas”. „Moje problemy są nieważne”. „Nie chciałabym rozklejać się nad sobą”. „Daję radę”.

Jeśli szukałabym przeciwieństwa empatii, jedną z rzeczy, jaka przychodzi mi do głowy, jest samowystarczalność. Wspominałam kiedyś na warsztatach, jakiego szoku doznałam, czytając na jakimś forum wypowiedzi młodych, „debiutujących” mam. Gdy jedna z nich poskarżyła się na wielkie zmęczenie, jakiego doświadcza już od świtu, posypały się dowody, jak świetnie inne mamy dają sobie radę, funkcjonując na tysiącach obrotów od samego otwarcia oczu.

No właśnie. Jak to możliwe, by być tak nieczułym, nieludzkim? Pogardzać czyimś doświadczeniem? Bo brakuje czegoś podstawowego: przeżycia i doświadczenia samej siebie, własnych potrzeb i obaw. Pozostaje wtedy idealizacja siebie i swojej wszechmocy. Samowystarczalność buduje mój pomnik z marmuru, a mój przebogaty kalendarz zajęć, którym „daję radę” – staje się miarą dla innych, jak południk w Greenwich.

Empatia to nie jest altruizm. Empatia zaczyna się od czegoś, co można nazwać „kontaktem ze sobą samym”. Może dla niektórych brzmieć enigmatycznie, ale jest to właśnie sytuacja odwrotna do pralki wirującej przez 24/7 na tysiącach obrotów. Kontakt z samym czy samą sobą to taki stan, w którym wiem, co przeżywam, co czuję, jak reaguję i dlaczego tak się dzieje. Nie polega też na intelektualnej samoświadomości, jakiejś rozległej analizie, jakiej poddalibyśmy na chłodno drugiego człowieka. To bardziej czułe spojrzenie na swoje ograniczenia, zgoda na gorsze dni, umiejętność bycia ze sobą także w przezywanym lęku, zawstydzeniu, porażce – bez uciekania w sukces nieustannej aktywności.

Właśnie wtedy, gdy ta pralka w nas przestaje prać, gdy zgadzamy się na to, że potrzebujemy ogromnie drugiego człowieka, wsparcia, relacji, miłosierdzia i Bożego wzroku, pełnego otuchy, możemy budować prawdziwe mosty z drugim człowiekiem. Nie da się, naprawdę nie da się nieustannie sobie dowalać, a dla innych być bliskim, wyrozumiałym i pełnym dobrego humoru. Chyba że w stanie jakiegoś rozszczepienia tożsamości, jakiejś tragicznej dysocjacji, za którą płaci się bardzo słono. Jeśli miłość do drugiego człowieka przykrywa skrywaną w sercu pogardę dla samego siebie, może być tylko próbą udowodnienia sobie, jakie to ze mnie moralne złoto.

Empatia pozwala być i silnym, i słabym, i szukać w solidarności z drugim piękna naszego istnienia.

Małgorzata Rybak