Jakoś przez ostatnie dni towarzyszyła mi refleksja, którą dzieliłam się na blogu, nad tym, czy ocena pomaga bliskości. Mam głębokie przekonanie, że oceny generalnie najczęściej przeszkadzają nam w zbudowaniu mostu do drugiego człowieka. Ale przeszkadzają także w utrzymaniu łączności z sobą samym.
Uderzyły mnie w dzisiejszej Ewangelii słowa o wewnętrznie skłóconym domu, który się nie ostoi. Po raz pierwszy pomyślałam o tym wewnętrznym domu, który każdy nosi w sobie. I tam może być wiele wrogości. „Jestem do niczego”. „Wszystko robię źle”. „Znowu nie daję rady”. Oceny pozbawiają nas sił do życia. O ileż bardziej pomocne byłoby: „Źle się dzisiaj czuję, dlatego nie będę planować 1000 procent normy”. „Nie radzę sobie z tą ważną dla mnie sprawą, więc potrzebuję pomyśleć, co mogłoby mi pomóc”.
Podobnie dom, w którym pomiędzy ludźmi wymieniane są oceny, staje się domem podzielonym. „Nie można na tobie polegać”. „Zawsze coś zepsujesz”. „Głupio robisz”. „Znowu siedzisz w telefonie”. Takie sygnały sprawiają, że zabieramy bolące części siebie i chowamy do skorupki, gdzie będą bezpieczne. I z czasem okazuje się, że lepiej ograniczyć wzajemny kontakt do minimum, a już na pewno nie mówić o rzeczach naprawdę dla nas ważnych, które wymagają odkrycia siebie. Bo tam oberwiemy najbardziej, gdy posypią się oceny.
Co zamiast oceny? Myślę, że przydaje się ciekawość. „Widzę, że coś ciekawego oglądasz w telefonie”. Może się dowiemy, po takim stwierdzeniu, co tam ciekawego rzeczywiście jest. A może usłyszymy: „E, nie, bez sensu tak patrzę, bo jestem zmęczony i chciałbym jakoś odreagować”. Na takiej wymianie można zbudować pomysł na dobry, inspirujący wieczór, który nas do siebie zbliży. „To chodź, popatrzymy razem”. Albo: „To może w ramach rozrywki obejrzymy sobie ten film, który czeka na półce od wiosny?”
Co jeszcze zamiast oceny? Myślę, że pomaga empatia. Mimo że łatwiej jest powiedzieć: „Zawsze gubisz klucze!”, można spróbować: „Widzę, że tyle masz na głowie, że drobiazgów już nie ogarniasz. To musi być dla ciebie irytujące”. A zamiast: „Za późno wstałaś”, coś w rodzaju: „Chyba jesteś naprawdę wykończona” albo „Jak ci się spało?”.
Wiele możemy się dowiedzieć o drugim, gdy przestajemy zakładać, że już wszystko wiemy. I uwalnia nas, krok po kroku, gdy zaczynamy widzieć fakty („jesteś głodny”), a nie nasze ich interpretacje („myślisz tylko o jedzeniu”). Także w odniesieniu do siebie samych. „Jestem zmęczona”, nie zaś „jestem złą matką” albo „znowu zawaliłam”.
M