Dostrzeganie siebie

Dostrzeganie siebie

Porusza mnie, jak bardzo słowo „obecność” wg Siegela i Bryson opisuje „dom”. Jeśli obecność polega na sprawianiu, że dzieci czują się bezpieczne (nie tylko chronione przed zagrożeniami, ale i rodzice tego zagrożenia nie stanowią), dostrzegane i ukojone, gdy jest im trudno – to również każdy człowiek potrzebuje miejsca, gdzie mógłby się tak poczuć. Także w sobie samym.

Miejsca bezpiecznego, które chroni przed ostrzami krytyki albo nadmiernych oczekiwań. Miejsca w sobie, gdzie można siebie zobaczyć. Nie tylko wycinkowo („czego jeszcze nie zrobiłam/zrobiłem?”), ale z całym kontekstem („martwię się po telefonie dziś rano” czy „źle spałam/spałem” albo „za dużo wczoraj pracowałem/am”). Miejsca, w którym można spojrzeć na siebie z czułością jeszcze dalej i szerzej, i zaopiekować się historiami, których echo odzywa się niby mimochodem, gdy w codzienności wydarza się „coś zupełnie innego” – a jednak podobnego. Miejsca, gdzie dostrzeganie oznacza widzenie także swojego bólu i swoich potrzeb. Gdzie można szukać, jak go ukoić. Dom to nie auto wyścigowe, ale schronienie przed dzianiem się, by bardziej widoczne i bliskie stawało się to, co wewnętrzne i relacyjne.

Magda napisała mi wczoraj, że trudno jest dostrzegać dzieci, jeśli nie zauważa się siebie. Zgadzam się z tym i doświadczam bardzo podobnie. I widzę sens szukania w sobie tego domu, w którym dostrzegam, co się u mnie dzieje. Czemu jestem poirytowana, co potęguje napięcie, o jakie swoje potrzeby nie zadbałam i jak mogłabym w najbliższy mi sposób siebie poratować. Może przez odpoczynek. Albo przez pisanie, kontakt z kimś drugim lub poszukanie wsparcia. Niekiedy przez uznanie jakiejś zalegającej sprawy za ważną i rozwiązanie jej, by już nie dokładała do plecaka, który sprawia, że trudno mi dostrzegać dzieci w danej chwili tak, jak tego potrzebują. A czasami przez zdjęcie z siebie jakiegoś „muszę”, którego wcale nie chcę. I które zupełnie nie pasuje do tego, co o sobie dostrzegam.

Czasami to widzenie siebie polega na łowieniu myśli-zapalników, które wielu rodzicom sprawiają kłopot, ponieważ są historiami nie o dzieciach, ale o nich samych. „Nie szanuje mnie”, „nie stara się”, „manipuluje” itd. To zatrzymanie pozwala zapraszać lepsze słowa: „nie umie”, „nie wie”, „zależy mu na czymś”, „komunikuje coś ważnego tak, jak umie”. Nasze dostrzeganie siebie daje dzieciom szansę, by mogły być dziećmi, a my – dorosłymi, którzy także w sobie znajdują miejsce opiekowania siebie.

Bądźcie dobrzy dla siebie

m