Driving home for Christmas

Driving home for Christmas

śpiewał Chris Rea, przechodząc do historii piosenek z dzwoneczkami. Święta i dom – to jak nierozłączna para. Boże Narodzenie w hotelu, w Trynidadzie albo Laosie wydaje się do przeżycia, ale przecież pierwsze skojarzenie, jakie nam przyjdzie do głowy, to  Święta w naszym własnym domu. Obrazy, zapachy, światło, dźwięk, uczucia. Do dziś pamiętam, jak gasiliśmy z bratem światło w tzw. „dużym pokoju” (jednym z dwóch, jakimi dysponowała nasza rodzina w tamtym czasie), by gapić się na choinkę ubraną w zjawiskowe jak dla nas (i obiektywnie nie do kupienia w latach kryzysu) lampki (a Tata był mistrzem świata, że zawsze na koniec działały). Z „Radia Dzieciom” – audycji puszczanej w Jedynce – leciała „Choinka piękna jak las”, której słowa, zapamiętane wtedy, są ze mną do dzisiaj.

Dom to coś więcej niż ściany. To pejzaż noszony w sobie. I w większości składa się z emocjonalnej pamięci, z jaką obecni w nim ludzie odnosili się do siebie nawzajem. Jak przeżywali stres i zmęczenie, co i jakim tonem mówili, jak reagowali. Jak obchodzili się z nami.

Nosimy w sobie to wszystko, to wewnętrzne „umeblowanie”, które nas wzbogaca i/lub obciąża. Im mniej troskliwie się z nami obchodzono, tym skromniejszy wystrój. Im bardziej życie nas doświadcza, tym bardziej także możemy potrzebować schronienia w solidnych murach i odczuwać ich brak. Aż nie nauczymy się wprowadzać do swojej chatki światła, miłości, dobroci. Dla nas samych. Bo to przez okna domu naszego serca pali się światło, które wnosi ciepło i dobro do domu, który w pocie czoła jako dorośli ludzie kleimy dla naszych najbliższych.

Piszę o tym wewnętrznym domu więcej TUTAJ (KLIK). Mając takie przekonanie, że im bardziej Twój dom wymaga ogrzania, im bardziej przypomina miejsce puste i samotne, tym większa pewność, że przyjdzie On. Bo za chwilę będzie szukał mieszkania. Żebyś na Święta nie był w środku sam.

Małgorzata Rybak