Dzieci Afganistanu

Dzieci Afganistanu

W połowie sierpnia nocowaliśmy w hotelu w Ingolstadt, kilkadziesiąt kilometrów od Monachium. Wieczorem poszliśmy się przejść po zabytkowym centrum. Ciepło, pięknie, ludzie w ogródkach, auta z przyciemnianymi szybami, białe wielodrzwiowe limuzyny.

Pawełek, który w podróży niewiele chciał jeść, w końcu poczuł głód i zaczął płakać. Szukaliśmy w pośpiechu budki z fastfoodem. W końcu w bocznej uliczce zauważyliśmy dwóch mężczyzn o ciemnej karnacji, którzy sprzątali stoliki i najwyraźniej zamykali interes. Podeszliśmy zapytać, czy jeszcze coś kupimy.

Starszy z nich, który wyglądał na właściciela, spojrzał na nas życzliwie. Zapytał, czy Pawełek aby na pewno zje wybrany przez nas posiłek, którego nazwa, po prawdzie, nic nam nie mówiła. Poprosił, żebyśmy pokazali mu zdjęcia na tablicy z menu i zapytali, na co ma ochotę. A potem cierpliwie pokazał mu pudełko i to, co chciałby do niego włożyć. Wybór padł na frytki z kebabem i ketchupem.

Szyld mówił, że to bar z afgańskim jedzeniem. Sprzedawca uruchomił nieczynną już frytkownicę i rożen z mięsem. Gdy podawał Pawełkowi jego pudełko, Andrzej zapytał, czy rzeczywiście pochodzi z Afganistanu. Przytaknął, z czymś w oczach, co było głębiną historii, jaką pewnie wiele słów musiałoby opowiadać. Zapytał, skąd jesteśmy. On spędził 9 miesięcy na Ukrainie przed kilkunastu laty. Zanim dotarł do Niemiec.

W półmroku ulicy rozmawialiśmy ze sobą jak ludzie, których ojczyzny miały za sobą doświadczenia inne niż ulice pełne aut z przyciemnianymi szybami. Długo została z nami życzliwość tego człowieka, który na zawsze pozostanie obywatelem drugiej kategorii. W kraju, gdzie tylu Polaków za komuny przyjeżdża do jakiejkolwiek pracy, by swoim rodzinom móc zapewnić godne życie.

Wtedy, w sierpniu, zaledwie zaczynały do nas docierać wieści, że w Afganistanie coś się dzieje. Nie jestem specjalistką od Bliskiego Wschodu i trochę przypadkiem przeczytałam w zeszłym roku „Chłopca z latawcem”, kupionego w księgarni w UK kilkanaście lat temu. Wstrząsnęła mną ta książka, która pokazuje – poza fikcyjną fabułą dramatycznych losów dwójki chłopców – beznadziejne sploty historii tego kraju. Przeoranego cierpieniem i przemocą wte i wewte.

Nosimy pamięć o naszych dramatach i pokoleniowych traumach, i wiem, że nie da się wartościować cierpienia – ale są tacy, co mają w tej chwili naprawdę gorzej i to bezterminowo, bez nadziei na zmianę. Zwykli ludzie, jak ja i Ty, jak sprzedawca kebabów, któremu się poszczęściło, bo nie latają mu nad głową kule za cenę utraty ojczyzny, gdzie się wychował.

I nie mam genialnych pomysłów na rozwiązanie tragicznej sytuacji Afgańczyków, ale zastanawiam się, jak zostać człowiekiem, którego w zetknięciu z cierpieniem nie obraca się w kamień i zostaje sercem ludzkim.

A jak czytam wiele komentarzy w sieci do wiadomości w polskich mediach, to serce pęka.

Bądźcie dobrzy dla siebie <3

M