Dziecko utracone

Dziecko utracone

Zapalamy lampki, wracamy do wspomnień, zwracamy się ku symbolom – bo ich szukamy. Swoich dzieci utraconych.

Próbujemy zrozumieć, czemu odeszły i upewnić się, że są w bezpiecznym miejscu. I chcielibyśmy wiedzieć, że nas kochają.

Dzień Dziecka Utraconego – to też dzień opiekowania własnego bólu. Kontaktu z własną tęsknotą. Przeżywania po kawałku straty, bo czasami na jeden raz byłaby nie do ogarnięcia.

Tym bardziej powikłana jest żałoba, im więcej zostało w nas pytań. Strata to gąszcz kobiecych i męskich historii. Im mniej odkrytych przed sobą samym, tym bardziej dziecko jest „utracone”.

A przecież żadne dziecko nie chce być utracone, tylko znalezione, wzięte w ramiona i ukochane.

I to, które nie zdążyło się urodzić. I to, które żyło za krótko. I także to w nas, jakim byliśmy kiedyś, a dziś nie potrafimy się nim zaopiekować. I szlocha w nas płaczem, który ma tysiąc lat. I drży lękiem, którego żaden koc nie okryje. Odzywa się złością, jaka mogłaby wysadzić w powietrze cały świat. Albo nadal pyta: „Kim będę jak dorosnę?”. „Czy mnie ktoś przyjmie?”.

Wszystkie dzieci utracone potrzebują być znalezione. I są znajdowane, gdy ze współczuciem i po kawałku wysłuchujemy historii własnego serca. Gdy palimy świeczki – i po to, by znalazły do nas drogę i wiedziały, że są kochane, i także po to, byśmy mogli opiekować w stracie samych siebie.

Kiedy poszłam kiedyś na grób Marysi i siedziałam przy nim w milczeniu własnej bezradności i tysięcy pytań bez odpowiedzi, ze smutkiem rodzica, „który nie zdał egzaminu”, „zawiódł”, „może mógł zrobić coś jeszcze” – usłyszałam w sobie taki cichutki głos: „Chciałabym, żebyś kochała siebie, tak jak ja Ciebie kocham”.

Taki przyniosła mi prezent, którego nadal jeszcze nie umiem rozpakować, ale kiedy tam jestem, siedzę sobie z nim.

m

#bliskosiebie

 

4 komentarzy

  1. Agaja

    Pierwszy raz zwróciłam uwagę, ze ten dzień zbiega się ze wspomnieniem św. Teresy z Avila, skądinąd ważnej dla mnie świętej.
    Dzisiejszy dzień w bardzo nerwowym tygodniu (w sobotę ślub, domyślasz się jak trudny czas) Uspokaja do jakiegoś stopnia ta modlitwa św. Teresy – czy jej refleksja, nie wiem jak to nazwać. Talbot zawsze do mnie przemawia… https://youtu.be/_hYRA2PYkos
    Pozdrawiam Cię serdecznie i polecam się pamięci w najbliższych dniach…

    1. Małgorzata Rybak

      Dzięki, Agajo – przestał działać system powiadamiania o komentarzach i dziś dopiero czytam. Dziękuję serdecznie za muzyczny upominek! I także ściskam… <3

  2. Asia Be

    Moja pierwsza córeczka też ma na imię Marysia. Odeszła w ósmym tygodniu ciąży. Pierwszej ciąży. Potem były trzy kolejne. Tymek, Filip i Oliwka. Są cudowni. I im starsi, tym większą mam świadomość tej pierwszej straty. Kiedyś poznami Marysię. Ona mnie naprawdę kocha? Sama bym na to nigdy nie wpadła, ale przecież nie może być inaczej… Dziękuję Gosiu!

Komentarze są zamknięte.