Lęk i napięcie są jak dziura w baku – zużywają mnóstwo energii. I u dorosłych, i u dzieci. Jeśli musimy zachowywać wzmożoną czujność, zasoby wyciekają. Przychodzi wyczerpanie.
Dzieci łatwo wyczuwają napięcie w domu. Kiedy rodzice są podenerwowani, kiedy mają pretensje „o wszystko”, kiedy działają w sposób trudny do przewidzenia albo reagują nieadekwatnie na to, co dziecko zgłasza – np. przewraca się, a rodzic je „opiernicza”; nie umie czegoś albo się boi i dostaje karę. Przywyka ono wtedy do nieustannej czujności w oczekiwaniu na coś przykrego. Nie może się poczuć bezpiecznie.
W dorosłym życiu ten model czujności i sprawdzania staje się przepisem na relacje. Porównałam go kiedyś do programu antywirusowego, który ciągle „skanuje w poszukiwaniu zagrożeń”. Bardzo powoli wtedy działają inne aplikacje, a część z nich trudno w ogóle w znaleźć. Te, które byłyby dostępne, gdyby poczuć się bezpiecznie.
To także coś o e-szkole i „podstawie programowej”, gdy wokół panuje niewidzialne zagrożenie. Nie da się być w normalnym trybie uczenia się (zwłaszcza jeśli ten i wcześniej nie opierał się na bezpiecznych relacjach) w nienormalnych okolicznościach.
Jako mama robię sobie czasami taki skan tego, co komunikuje moja postawa ciała, ton głosu, pierwsza reakcja na to, z czym dzieci przychodzą. Żeby sprawdzać, czy to jest czytelną informacją: „jesteś przyjęty”, „ciekawi mnie, co u Ciebie”, „jestem z Tobą”.
A co Wam pomaga budować bezpieczeństwo?
Bądźcie dobrzy dla siebie ?
m
#bliskosiebie #bliskodrugiego #bliskidom #potegabliskosci