„Nikt mnie nigdy nie pytał, co czuję”.
Sposób, w jaki odnosimy się do dzieci, kształtuje sposób, w jaki one potem będą odnosiły się same do siebie.
Jeśli rodzice widzą w dziecku głownie to, co zewnętrzne – w co się ubrało („Czy to nie jest wczorajsze koszulka?”), czy ma wokół siebie porządek, czy bałagan („Jak tu wygląda!”), czy zjadło i wypiło („Nie jesteś głodna?”) i jak mu poszło w szkole („Co dostałeś z geografii?”) – uczą go przebywania na obrzeżach życia. Powierzchownego skupienia na zadaniach, na zdaniu innych, na oczekiwaniach otoczenia.
Ta nauka jest dla dzieci bardzo bolesna, ponieważ muszą zanegować własny wewnętrzny świat. Uznać go za nieważny. Znaczenie traci ich smutek, cała masa lęków, jakiej doświadczają na różnych etapach życia (od malca do nastolatka wchodzącego w dorosłość), momenty przeżywania wstydu czy złości.
Ponieważ nikt ważny dla nich w ich otoczeniu nie umie ich dostrzec z tymi uczuciami, same także nie potrafią się nimi zająć ani ich zrozumieć. Mimo że ciało informuje o tym, że intensywnie ich doświadczają lub tłumią.
Mało ważne mogą stawać się w konsekwencji także przyjemne uczucia, bez których niemożliwe jest zdrowie psychiczne. Duma z sukcesów, ekscytacja związana z marzeniami, pierwsze zakochania. Gdyby zapytać wielu dorosłych o ich emocjonalne CV, wydawałoby się ono płaską linią mało istotnych doznań, które sami nauczyli się bagatelizować, bo wcześniej nikogo nie zainteresowały.
Jeśli chcecie uczyć się takiego sposobu bycia z dziećmi, który pozwala im zauważać emocje i korzystać z ich mądrości, możecie:
🌿 przyjść na warsztat „Jak pomagać dzieciom radzić sobie z emocjami” 29.11. o 18:00-20:30 w Wrocławskie Centrum Twórczości Dziecka na Kuźniczej we Wrocławiu (zapiszecie się TU – KLIK);
🌿skorzystać z Black November i kupić do odsłuchania kurs online „Jak pomagać dzieciom radzić sobie z emocjami” w cenie 100 zł zamiast 180 [TU – KLIK].
Zapraszam serdecznie, szczegóły w linkach pod postem.
Małgosia