Fasada podparta kijkiem

Fasada podparta kijkiem

Nie umiem grać w pokera, ale we wszystkich filmach, w jakich toczy się gra, nadchodzi kluczowy moment, gdy jeden z graczy mówi „sprawdzam”.

Właściwie stało się to od czasu pisania książki (którą mogę określić „wielkim eksperymentem na własnym życiu”) pewnym postępującym procesem: sprawdzam. Sprawdzam. gdzie ja jestem na mapie budowania życia, relacji i rzeczywistości wokół siebie. Bardzo wiele zresztą się zmienia, stare schematy okazują się nieaktualne i mam wrażenie, że to jakaś wielka odyseja w podróżowaniu po najgłębszy sens życia, który zostaje także wtedy, gdy odpadają wszystkie podpórki, a niejeden okręt, uważany za pucharowego zwycięzcę, tonie w regatach. To taki czas, że bduję na tych sensach wiele spraw od nowa.

Z drugiej strony – jestem torpedowana zaproszeniami i reklamami kursów umożliwiających stworzenie efektywnej marki osobistej. Od poważnych ofert po wyskoki bogatych i sławnych kuglarzy, którzy język marketingu opanowali do perfekcji. I jakoś nic z tego mnie nie pociąga. Pracowałam przez kilka lat w sekcji PR-u, ale on mi się od dłuższego czasu bardzo uprościł: chcesz mieć dobry PR, żyj dobrze. Sprawdzaj. Więc sprawdzam: czy to, co robię, jest spójne z moimi najgłębszymi wartościami i czy ma zaplecze w postaci realnych możliwości – czy nie jest w konflikcie z podstawowymi potrzebami (snu, odpoczynku, wspólnoty, więzi, sensu), od których zaspokojenia zależy zwykła wydolność na codziennym poziomie. Czy w tym, co robię, jest miłość czy przymus. Czy moi bliscy mogą powiedzieć, że dobrze im jest w relacji ze mną. Czego ode mnie potrzebują? I tak dalej. I nie jest to droga efektów, raczej ciągłego uczenia się i prób zrobienia dzisiaj lepiej tego, co nie udało się wczoraj.

Dopiero co wspominałam Mirka, a dziś kolej na jego żonę, Hanię, która ostatno użyła niezwykle dosadnej metafory: „wszystko może wyglądać od frontu jak piękny pałac, a z tyłu być kupką cegieł podpartą kijkiem”. Myślę, że energia potrzebna do utrzymania fasady pałacu jest niewspólmiernie większa niż ta, którą można by włożyć w zbudowanie z cegieł czegoś solidnego, co ma fundament, perspektywę na wzrost i wiatr tego nie zdmuchnie. Może będzie tylko małym domkiem z oknami śmiejącymi się światłem w słotny wieczór.

Ostatecznie – przelotny podziw patrzących na fasadę pałacu jest niczym istotnym w porównaniu ze spokojem chwil spędzanych przed własnym kominkiem, z własną mapą sensu i szczęścia.

Małgorzata Rybak

 

Jeden komentarz

Komentarze są zamknięte.