Gdy wiara pogłębia kryzys relacji

Gdy wiara pogłębia kryzys relacji

Zajęło mi kilka lat zaangażowania w pracę Fundacji Pomoc Rodzinie, wiele rozmów z ks. Szymczakiem, z którym dzieliłam misję pomocy małżeństwom, i kosztowało mnie wiele poszukiwań, by poukładać sobie temat wiary i relacji małżeńskiej. Bo na pierwszy rzut oka, im większa pobożność, tym lepsze powinno być małżeństwo. A doświadczenie spotykania małżonków i pracy na własnym ogródku mówiło, że bywa też całkiem odwrotnie.

Wczoraj na łamach Aleteia Polska ukazał się pierwszy z tekstów w ramach cyklu na temat przeżywania wiary w małżeństwie (KLIK). Mieści się w nurcie rozmowy generalnie o stylu przeżywania różnic w małżeństwie. Gdzie jestem ja, gdzie druga osoba; gdzie zostawić miejsce na szacunek dla niezbywalnych praw drugiego i postawić granicę temu, co Emmanuel Levinas pieknie nazywa dyktaturą „JA”.

Niedobrze, gdy moja wiara czyni z moich racji dogamaty i służy pomniejszaniu wartości męża/żony. Można by powiedzieć, że to sytuacja odwrotna do tej, jaką powinno generować zaangażowanie w relację z Bogiem: więcej szacunku, więcej miłości, więcej przestrzeni. I o tym jest ten tekst. Zapraszam serdecznie do lektury.

Małgorzata Rybak

4 komentarzy

  1. Agaja

    Znam sytuację, gdy rozpadło się małżeństwo dwojga wierzących osób – ale każda z nich wędrowałą drogą innej duchowości – i podejrzewam, że zabrakło szukania tego co wspólne, a ważniejsze było to, co „moje” (zapewne to ogromne uproszczenie). Ale tak sobie myślę, że nic nie usprawiedliwia braku pracy nad relacją, nad małżeńtwem – pracy obojga. B chyba nie da sie pracować gdy jedna strona to odrzuca… Wiem, to pewnie też uproszczenie. Ale generalnie temat bardzo istotny. Pozdrawiam!

    1. Małgorzata Rybak

      To ważna obserwacja – wspólny element w tej dziedzinie na pewno pomaga.
      Praca nad relacją – super, gdy jest możliwa z obu stron, ale czasami staje się miejscem presji i (o)presji, gdy druga strona ma pracować na „moich” zasadach. W moim odczuciu niestety „praca nad relacją” bywa utożsamiana z pracą nad tym, żeby druga osoba się zmieniła i aby relacja wyglądała tak jak chcę JA… Także pozdrawiam ciepło 🙂

      1. Agaja

        No tak, rzeczywiście wypaczyć można każde stwierdzenie, czy każde (za założenia) dobre działanie. Ale mnie generalnie chodzi o razem i w uszanowaniu siebie nawzajem.

        1. Małgorzata Rybak

          To jest sytuacja pożadana i komfortowa. 🙂 Niezmiennie jednak fascynują mnie możliwości rozwoju relacji – i to z punktu wyjścia, jakim jest kryzys – gdy „pracę nad relacją” podejmuje tylko jedna strona (bo taka jest często rzeczywistość małżeńska), ale robi to w taki sposób, że siłą rzeczy pociąga drugą stronę. Pewnie jakoś to uwypuklam z uwagi na bycie świadkiem, ile szkody powoduje wymuszanie „pracy nad relacją”, zwłaszcza przez niezmordowane kobiety. 😉 Może coś w stronę „Fireproof” chodzi mi po głowie.

Komentarze są zamknięte.