Grawitacja

Grawitacja

Co zawdzięczasz grawitacji?

Gdybyś miał, miała opowiedzieć o wydarzeniu, kiedy dała ona znać o sobie, co by to było? Dla mnie pewnie byłby to upadek na rowerze. Lot ulubionej filiżanki z kuchennego blatu na kafelki, zakończony katastrofą, gdy tyle wspomnień uległo rozbiciu. Mokra od potu koszulka i polar, gdy wchodziłam na Słoneczniki w Karkonoszach, a serce próbowało wyskoczyć przez gardło i rozłożyć obóz w połowie drogi.

W ostatni weekend, podczas zjazdu szkoły Need-Based Coachingu, prowadząca zajęcia Pernille zaprosiła nas do krótkiego zatrzymania, byśmy mogli trochę bardziej poczuć swoje ciało. I na koniec – cytując Sarę Peyton – zapytała, czy możemy pomyśleć o grawitacji jako o sposobie, w jaki ziemia wyraża swą miłość do nas. I trzyma nas w objęciach. Choć wydaje się nam, że najważniejsze to ją przemóc.

I pomyślałam, że to prawda. Fruwalibyśmy bezradnie w kosmosie, gdyby nie ona, nie mogąc nadać kierunku własnemu ruchowi. Nie bylibyśmy w stanie jeść ani pić. Nie moglibyśmy się przytulić do nikogo, nawet gdybyśmy jakimś cudem wpadli na siebie. Nie czulibyśmy ciężaru, ale też nie byłoby nic, co nam daje poczuć się bezpiecznie trzymanymi.

Potrzebuję przyjąć tę dobroć grawitacji. By oddawać ziemi ciężar własnego ciała, zamiast wspinać się na palce i sztywnieć na całym ciele, by jeszcze się spiąć i bardziej postarać. By zapadać się w fotel, zamiast udawania, że siła ciążenia to coś nie dla mnie i nie o mnie. Że jeszcze zrobię tę jedną, trzy, czterdzieści dwie nie cierpiące zwłoki rzeczy i może wtedy. Albo w sumie to nigdy. Jak wypierze się wszystko pranie. Ja skarpetki odnajdą swoje pary, zagubione we wszechświecie. Gdy przejrzę kwity z 2008 i rozpakuję pudełko z rzeczami, których po trzech latach nadal nie wiem, gdzie położyć. Jak już zdążę odpisać, oddzwonić, odesłać.

Potrzebuję opadających powiek. Żeby pamiętać, że jestem tylko człowiekiem. A nie „nad”. A wtedy, blisko ziemi, może się przytrafić od czasu do czasu nieziemskie szczęście. Ciepło herbaty spływającej do żołądka. Lot ostatniego tej jesieni listka, który właśnie wylądował na pasie startowym trawy. Poczucie, jak rękaw dotyka ramienia. Jak ciało zapada się w koc. Jak łączy nas bycie tylko ludźmi.

m

 

2 komentarzy

  1. Asia Be

    „Jak wypierze się wszystko pranie. Jak skarpetki odnajdą swoje pary…” Jakie to życiowe. Ostatnio zaniosłam kilkanaście pojedynczych skarpetek na dół, do salonu, bo leżały w szafie już tyle czasu i żadna para się nie odnalazła. Moi synowie z lenistwa zakładają teraz właśnie te pojedyncze, bo nie chce im się wchodzić rano na górę. I co? Co ze mnie za matka? Bo ja wiem… Krzywda im się od tego nie dzieje, więc może nie ma dramatu :p o tak nie chodzą teraz do przedszkola. A w kwestii skarpetek jeszcze jedno zdanie: dostałam niedawno taką właśnie parę „dwóch różnych”. Na jednej było napisane „Niczego nie muszę.” A na drugiej „Ewentualnie mogę.” 🙂

    1. Małgorzata Rybak

      dlatego u nas dzieci od kilku lat chodzą w różnych skarpetkach – nie znalazłam racjonalnego argumentu, by przekonywać ich, że powinno być inaczej 😉

Komentarze są zamknięte.