Już dość dawno temu nasza nastoletnia córka, Ania, miała pomysł zrobienia animacji poklatkowej o Małym Księciu. Ulepiła w tym celu pięciocentymetrową figurkę, która nas zauroczyła. Nas, ale sama autorka miała zastrzeżenia i uwagi. Więc zrobiła drugą, lepszą. Od tamtego czasu obie stoją w kuchni na ekspresie do kawy. Wstawiliśmy je pod klosz na cytrynę, by się dalej nie kurzyły. Na zdjęciu pod spodem są obie w towarzystwie liska.
Spoglądam na nie, ilekroć korzystam z ekspresu. I wczoraj pomyślałam, że to też jest JA+JA. Jedno „ja” w nas, które jest idealne. Taka chcę być. Tam zmierzam. Pisałam o tym kiedyś. „Ja idealne” jest potrzebne, by pokazywać, dokąd chcę iść, co po sobie zostawiać w innych. Niestety może być też zupełnie oderwane od realizmu, zaprogramowane na wielkie dokonania i niemożliwe postawy. Wtedy nas nie wspiera w drodze, ale drenuje, niszczy i pozostawia w ciągłym poczuciu winy.
Ale jest i drugie „ja”. Jak najbardziej realne. Nieraz oszałamiające, ale często także słabe, biedne, potrzebujące wsparcia. To, kim jesteśmy w praktyce.
Podoba mi się, że dwóch „Małych Księciów” u nas stoi bardzo blisko siebie. „Ja idealne”, które przytula „ja realne”. Jedno pomaga drugiemu. Już nie dzieli ich przepaść, nad którą trwamy w nieludzkim napięciu. „Jest beznadziejnie, ale jak się zepnę, będzie super”. Już nie trzeba się spinać. Można składać rozbite części siebie. Przyjmować wsparcie. Mieć wobec siebie realistyczne oczekiwania. Można się rozwijać tak, jak rośnie dziecko – we własnym tempie, w poczuciu bycia przyjętym i kochanym.
M
Dziękuję za ten pouczający tekst. Czytając ten tekst przypomniałam sobie taką bajkę o dwóch wilkach. Ja chcę karmić białego a jeżeli czarny się ujawni w moim myśleniu lub działaniu nie będę siebie kajać lecz przyznam się. Uczę się troszczyć się o Siebie i słuchać Sobie ?
Dziękuję Ci za to świadectwo cierpliwego pomagania sobie w rozwoju 🙂