I could be a florist
'Round the corner from Rye Lane
I’ll be giving daisies to crazies
But, baby, I’ll wrap you up real safe
Oh, I can give you flowers
At the end of every day
For the center of your table or rainbow
In case you have people ’round to stay
If you need to tell ’em, „Sorry” (sorry, my fault, it’s okay)
Then I’ll have the right bouquet
When words don’t come so easy, believe me, you need these
They know what just to say (I love you)
(…)
Chodzi za mną ta piosenka od jakiegoś tygodnia.*
To piosenka o marzeniu, żeby być kwiaciarką i sprzedawać ludziom kwiaty. Robić dla nich bukiety na okazje, gdy nie wiedzą, co powiedzieć (jak „przepraszam” albo „kocham Cię”). Poprzez kwiaty wnosić do ich życia piękno, obecność, więzi.
Towarzyszy mi ta piosenka, gdy zanurzam się w kwiatach, w ogrodzie, w którym dzieją się żywe historie. Opierniczam ślimaki, że znowu wlazły i coś zjadły, troskliwie przesadzam roślinki, które pomyliły miejsce, cieszę się każdym nowym pączkiem.
Mój ogród nie jest ani przycięty pod linijkę, ani wzięty z gazety ogrodniczej. (Nie czytam gazet ogrodniczych). Jest dziki, tonie w kwiatach. Rozsadzanych, zamawianych w sklepiku kwiaciarki Asi, do której mam 600 metrów, więc mogę w kapciach.
Gdy z przepraszającą miną zatrzymałam się znowu przy nim jakiś czas temu, mój 18-letni syn powiedział mi: „Mamo, nie przejmuj się, jak na kryzys wieku średniego to nieszkodliwy nałóg”.
Uśmiałam się. Jednocześnie nie wiem czy to kryzys, czy powrót do czegoś bardzo pierwotnego. Czy akurat w tym nie spotykam najbardziej instynktu życia.
Jeśli chcesz odkrywać Twoje miejsca marzeń, zabawy i spontaniczności – zapraszam Cię serdecznie do grupy rozwojowej online „Dzika Dziewczynka, Dziki Chłopiec – praktykowanie kontaktu z życiem”. Startujemy 1.06. Informacje i zapisy (TU [KLIK]).
A jeśli chcesz się zająć swoimi marzeniami, jak tymi w piosence, zapraszam na sesje coachingowe. Zostało mi jeszcze kilka wolnych godzin w czerwcu, zwłaszcza we wtorkowe przedpołudnia (do 13:30).
Piosenka TU [KLIK].
Z życzeniami dobroci dla siebie
Małgosia
*po angielsku to „earworm” – melodia, która przychodzi i zostaje