I po świętach

I po świętach

Przed świętami wielu z nas funkcjonuje w ogromnej mobilizacji. Ta mobilizacja dotyczy tak wielu obszarów! Tego, jak chcemy zadbać o innych. Z czym się uporać w pracy. Jak przygotować przestrzeń wokół nas. Co poukładać w sobie. Co kupić, ile wydać, żeby starczyło, a jednak by było odświętnie. Których obietnic – danych sobie i innym – dotrzymać. Jak zorganizować czas, z kim się spotkać. Jak skorzystać z chwil dla siebie, co w nich wybrać.

Nie wiem, jak Wy, ale ja mam wrażenie, że liczę w grudniu czas „do świąt” i „po świętach”.

Miałam w tym roku i tak mniej, i wszystko rozłożone nie-na-ostatnią chwilę, potem zachorowałam na uszy, co spowolniło mnie jeszcze bardziej i odjęło z listy kolejne punkty – a mimo to tej mobilizacji i spraw wypadających w ostatniej chwili było u mnie wiele.

Jakimś znamiennym momentem było dla mnie malowanie paznokci (na odkryty dopiero w tym roku ciemnobordowy kolor 😊). Było to dwa dni przed Wigilią, o północy. Malowałam i naklejałam na nie „brylanty” – małe diamenciki kupione w Rossmannie za dychę w ilości 500 sztuk (och, wybierałam je z namaszczeniem jak Kopciuszek sukienkę na bal, zapragnęłam bowiem jak ona poczuć się księżniczką, a nie służącą swojej własnej listy zadań). Ale jakoś ta czynność, która miała być magicznie ekscytująca, stała się kolejnym obowiązkiem, zostawionym na koniec zajmowania się innymi.

Czemu o tym piszę? Bo myślę, że możemy po świętach czuć coś z wyczerpania, nawet jeśli spędzaliśmy ten czas najbardziej po swojemu (ja serwowałam na Wigilię smażony ser i frytki oraz sałatę z grillowanym łososiem). I gdy ta mobilizacja puszcza, ciało z niej uwolnione potrzebuje gdzieś spaść. Potrzebują przemówić uczucia i znaleźć na siebie jakieś naczynie. Wszystko to, co trudnym głosem odzywa się w nas, potrzebuje być zauważone.

Może nie warto wrzucać siebie od razu w koleiny nowych powinności. Ale raczej dać ciału spaść na coś miękkiego i łagodnego. Pozwolić uczuciom wlać się do naczynia, które przyjmie to wszystko z czułością.

Co możesz sobie dać w tym czasie końca grudnia? Jak przedłużyć świętowanie? Czego dolać do kubeczka potrzeb, czego może było za mało?

Czego chciał(a)byś spróbować robić mniej niż możesz, starając się mniej, niż potrafisz (słowa Krzysztofa Basztona nadal do mnie wracają swym echem 😊)?

Bądźcie dobrzy dla siebie 🧡
M