Im trudniej, tym bądź dla siebie lepszy

Im trudniej, tym bądź dla siebie lepszy

Jechałam kilka dni temu ulicą autem pełnym naszych dzieci z jednego końca wakacyjnej Ustki na drugą.  Przede mną ulicę przecinał starszy człowiek na wózku. Odróżniał się bardzo od turystów z parawaniami i kocami plażowymi, z głowami pełnymi wypoczynku i oderwania od dnia powszedniego. Był tak bardzo zwykły, tak bardzo skupiony na przemieszczeniu się z jednego brzegu chodnika na drugi, że wydawał się niemal tak szary jak ulica. Myślałam o tym, czy ktoś czeka na niego w domu, czy odwiedzają go dzieci i wnuki, czy nosi w sobie pogodę i wolę życia, czy głęboki smutek albo zgorzknienie. I jeszcze myślałam o tym, jakie małe radości potrafi sobie sprawiać.

Przez większość życia wierzyłam, że cierpienie odrywa nas od siebie. Z egoistów czyni nas ludżmi empatycznymi i gotowymi przyjmować wszystkie biedy innych. Dziś myślę, że cierpienie przede wszystkim najpierw zwraca człowieka samemu sobie. Świat zwalnia. Nie, nie dlatego, że brakuje w nim zajęć – po prostu rzeczy do tej pory strasznie ważne nagle wpadają do sita, które wiele z nich unieważnia i zostają tylko te niezbędne do życia.

Gdy przychodzi choroba, gdy zostajemy potraktowani źle, gdy coś się nagle kończy się krachem, gdy odchodzi ktoś ważny – kiedy po prostu spotykają nas szczególnie trudne doświadczenia, mamy szansę także w końcu pokochać i siebie. Odszukać samych siebie nawet po omacku, czując miejsce, które boli. Dotrzeć do swoich najgłębszych potrzeb, Przylgnąć do najgłębszych wartości. Docenić relacje z bliskimi ludźmi, które czynią nasz świat bezpiecznym i przyjaznym.

Trudne doświadczenia, w tym także właśnie żałoba – i to rozumiana bardzo szeroko jako przeżycie smutku po tym, co stracone – to czas nauki spędzania czasu ze sobą samym w cierpieniu. I współczucia dla siebie, choć może to budzić uśmiech. A jednak empatia dla siebie samego jest czymś kluczowym. Dlatego zamiast dowalać sobie tekstami typu: „inni zawsze traktują mnie źle”, „w życiu spotykają mnie same nieszczęścia”, „mam pecha” czy  nawet „wiadomo, na nic lepszego nie zasługuję” – lepiej poszukać w sobie zupełnie innych zdań. „Jestem kimś wartościowym, nawet jeśli ktoś potraktował mnie w sposób bardzo niewłaściwy”. „Cierpienie jest ważną częścią życia”. „Muszę szczególnie teraz być dla siebie dobry/dobra”.

I może zwłaszcza to ostatnie. Muszę szczególnie teraz być dla siebie dobry/dobra. Koleżanka mówiła mi ostatnio o mało do tej pory mi znanym aspekcie przeżywania żałoby: robić to, co się lubi. Co budzi choćby wspomnienie, że to kiedyś poruszało serce. A to coś innego niż brawurowe branie życia na klatę, bo „co nas nie zabije, to nas wzmocni”. Słyszałam jakiś czas temu mądry komentarz: prawdziwe w tym stwierdzeniu jest tylko to, że co nas nie zabije… to nas nie zabije. Bo może wzmocnić, ale może także sponiewierać, coś ważnego odebrać, upośledzić.

Wyobraziłam sobie człowieka na wózku, jak jedzie do sklepu i kupuje sobie ulubione ciastko, które zje z kawą o 11. Stację radiową, którą nastawi. I nawet jeśli nikt nie zadzwoni, nikt nie przyjdzie i na wizytę przyjaciela trzeba będzie poczekać, on spędzi jakąś część dnia w kontakcie z samym sobą.

Z traktowania siebie byle jak – rodzi się pretensja i żal. Z dobroci dla siebie rodzi się potem ciepło, przy którym grzeją się inni.

Małgorzata Rybak

4 komentarzy

  1. JOANNA

    Uwielbiam ten tekst. Mogę powiedzieć, że w sumie zrewolucjonizował moje postrzeganie siebie i swoich własnych ludzkich potrzeb, a nie tylko jako mamy i żony i pracownika i tych innych funkcji. Jakie to jest prawdziwe, że zmiany trzeba zaczynać od siebie 🙂

    1. Małgorzata Rybak

      Cieszę się, Asiu! Tak trudno czasami być dla siebie dobrymi, a przecież ta relacja – ze sobą – kształtuje właśnie nasz styl odnoszenia się do innych ludzi. Pozdrawiam ciepło 🙂

Komentarze są zamknięte.