Fajnie, że jest taki dzień, gdy rozmawia się i myśli o tym, czym jest kobiecość i co wnosi. Że bardziej się ją akcentuje i docenia. Z drugiej strony…. Z drugiej strony, nie pomoże wagon kwiatów i czekoladek, a nawet dwa wagony spełnienia marzeń, jeśli kobieta sama w swojej głowie i sercu nie jest przekonana, że jest kimś wartościowym, pięknym i godnym szacunku.
Bywamy mistrzyniami delegowania. Wielu, wielu spraw na innych, a w szczególności na mężczyzn. To on ma mi powiedzieć, że jestem kimś ważnym (a jak nie powie, bo nie daj Boże użyje nie tych słów, to…). To on ma się domyślić, czego ja potrzebuję (i machamy smutno pociągowi odjeżdżających z peronu spraw, które nigdy się nie wydarzą, bo nie umiałyśmy o nie zadbać, poprosić, powiedzieć, czy zaopiekować się nimi same). Biedni bywają ci faceci. Jakby zmuszeni do życia za dwóch. Nie tylko muszą wziąć na plecy odpowiedzialność za to, kim są sami i jak się czują, ale jeszcze za samopoczucie i samoocenę ich kobiet.
Wierzę, że kobiece piękno idzie razem z kobiecą siłą. Nie, nie jakąś mocą niszczenia i „pokazywania innym”, na co nas stać. Kobieca siła zaczyna się tam, gdy staję się dorosła. W odróżnieniu od dziecka umiem już sama powiedzieć, jakie są moje wartości, co jest dla mnie niezbędne do życia, jaki chcę pozostawić po sobie ślad. Mężczyzna u mojego boku nie musi co pięć minut udowadniać mi, że mnie kocha (bo bez tego poczucie mojej wartości zwiędnie jak tulipan, który nie został włożony do wazonu). Jeśli staję się dorosła czy dojrzała, uczę się samą siebie przeżywać jako kogoś akceptowanego, wystarczająco dobrego, interesującego, kto ma zarówno talenty, jak i słabości. Nie muszę czytać siebie z zachowań drugiego człowieka względem mnie.
To przekonanie, że jestem kimś wartościowym, otwiera we mnie przestrzeń na przyjęcie daru drugiej strony – z całym jego pięknem i niedoskonałością. Mężczyzna może wówczas być zmęczony, skupiony na czym innym, posiadać własne hobby i mieć inne zdanie niż ja. I to bardzo dobrze. A kiedy bardzo mi na czymś zależy, uczciwie mu o tym powiem, nie traktując związku jako wiecznego testu kompetencji drugiej osoby – czy się nadaje na męża i towarzysza życia. Małżeństwo zyskuje oddech.
Małgorzata Rybak