To ogromnie ciekawe, że padły właśnie takie słowa: „Jeśli nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego”.
Nie było o tym, że „jeśli w końcu nie dorośniecie”, „jeśli nie zestarzejecie się”, „jeśli nie wybijecie sobie z głowy głupot”.
Tylko zgoła odwrotny kierunek. Do początków życia.
Dzieci śpią, gdy się zmęczą i jedzą, gdy zgłodnieją. Płaczą, gdy są smutne i śmieją się, gdy czują radość. Mówią „ble”, gdy czują wstręt. Nie lubią niesympatycznych, przepadają za ciepłymi. Na zawołanie nie pocałują, nie powiedzą wierszyka ani fałszywego komplementu. Są połączone ze swoją wewnętrzną busolą, która chroni ich granic i pozwala jasno komunikować potrzeby. Z własnym ciałem, które wysyła do nich sygnały o tym, czego potrzebują, bez prasowania ich żelazkiem „to nie wypada”, „komuś będzie przykro”, „ktoś się zaraz wkurzy”.
Umieją mówić „chcę” i „nie chcę”. „Daj mi”. „Oddaj”. Nie kupią ściemy. Chcą dużo same i chcą dużo razem. Proszą o pomoc, jak nie potrafią. Potrzebują bliskości, bo same nie przeżyją. Potrzebują zabawy. Ciągle się w niej uczą.
Dzielę się dziś na obraku z Wami słoami, które usłyszałam kiedyś od świetnego wrocławskiego fizjoterapeuty, zafascynowanego ś.p. profesorem Rakowskim, twórcą nurtu terapii manualnej, który traktował człowieka jako psychofizyczną jedność. Zostały ze mną te słowa bardzo.
Nie zabierajmy dzieciom tego wszystkiego, czego z takim mozołem musimy się w dorosłości dopiero od nich uczyć.
Bądźcie dobrzy dla siebie <3
Małgosia