Dzieci mówią do nas cały czas, całymi sobą.
Gdy mają dzień, pięć albo siedemnaście lat.
My znamy (przynajmniej czasami) język, który ubiera w słowa to, czego chcemy albo co przeżywamy. Dzieci nie mają tak wielkiego repertuaru słów, gdy jest im trudno albo gdy już powiedziały, jak umiały, a my nie usłyszeliśmy ani nie zrozumieliśmy.
Wzruszenia ramionami. Zostawania w pokoju coraz dłużej i nieobecności przy stole. Podkrążonych oczu.
Wtedy mówią głośniej i głośniej, choć jeszcze mniej używając poukładanego i zrozumiałego języka, którego ośrodki są w korze nowej przedczołowej, tak odległej i niedostępnej, gdy mózg jest niedojrzały albo w afekcie.
To my potrzebujemy stać się biegłymi tłumaczami języka dzieci. Mediatorami między włosami pomalowanymi na czerwono albo ubieraniem się tylko na czarno, a wewnętrznym światem nastolatka. Delikatnymi ogromnie i pełnymi ciekawości.
Dziś Ewangelia pisze o krzyku niewidomego z Jerycha. A ja sobie myślę, że te wszystkie rzeczy opisane na grafice są podobnym wołaniem z głębin o bycie w końcu zobaczonym.
Jeśli chcesz uczyć się tego języka ze mną, w listopadzie znajdziesz dwie propozycje:
🌿 warsztat „Jak pomagać dzieciom radzić sobie z emocjami” 29.11. o 18:00-20:30 w: Wrocławskie Centrum Twórczości Dziecka na Kuźniczej we Wrocławiu (więcej TU – KLIK);
🌿 kurs online „Jak pomagać dzieciom radzić sobie z emocjami” w wersji do dosłuchania w cenie 100 zł zamiast 180 w Black Weeks, czyli z listopadowymi zniżkami (czas na słuchanie – do czerwca 2024) [TU – KLIK].
Zapraszam serdecznie
Małgosia