Możemy mieć taki pomysł, że poczucie własnej wartości u dzieci zbudujemy przez pochwały – skoro kary, obelgi i przykre słowa tyle niszczą. I że po to, by dziecko mogło zbudować dobry obraz siebie, musi słyszeć o sobie same superlatywy. „Jesteś taka pracowita”. „Zawsze masz super pomysły”. „Jesteś najładniejsza”. „Wiadomo, prymuska”.
To trochę tak, jakby jedno krzywe zwierciadło – to, które wyolbrzymia każde potknięcia, pomniejsza zalety albo dorysowuje złe rzeczy, które nie istnieją – zastąpić drugim, ale też krzywym. Tylko tym razem ono tworzy nierealny obraz kogoś, kto jest doskonały. Nie widzimy, że to kolejna pułapka: pułapka doskonałości. Dziecko dowiaduje się, że zasługuje na miłość tylko wtedy, gdy jest idealne. Zostaje pod tym założeniem cała masa lęku o to, co się stanie, gdy okaże się, że nie jest wcale tak super.
Za czym tęsknią dzieci? Myślę, że chciałyby po prostu być sobą i wiedzieć, że są ok. Że umieją i mogą. Że są kimś ważnym dla kogoś na tym świecie i kochanym. Że jest miejsce na ich prośby, głos, przemyślenia. A tego nie zbudują w oparciu o nasze słowne deklaracje o tym, jakie są świetne.
Budują poczucie własnej wartości w oparciu o wygląd naszej twarzy, gdy pokazują nam coś o sobie (narysowany obrazek albo historia o tym, co widzieli w Internecie). Gdy ta twarz wyraża ciekawość, wiedzą, że są ciekawi. I gdy zamiast „och, jak ślicznie”, usłyszą „opowiedz mi o tym więcej”. (Kiedyś widziałam jak w pizzerii mała dziewczynka, czekając na zamówienie, rysowała przy stole i tata powiedział, że ślicznie. Dziewczynka odetchnęła, jak robotnik po pracy, i rezolutnie odparła: „To teraz coś narysuję, żeby mama była zadowolona”).
Gdy widzimy dzieci pierwszy raz w ciągu dnia i uśmiechamy się, dzieci wiedzą, że są witane z radością na tym świecie. Gdy opowiadają nam o swoich kłopotach i nie wpadamy we wściekłość – dowiadują się, że każdemu może być trudno. Gdy spędzamy z nimi czas, wiedzą, że są lubiani. Gdy pozwalamy im na własne pomysły i projekty, zaczynają wierzyć, że mogą marzyć i eksperymentować. Kidy nie komentujemy na każdym kroku, doświadczają wolności i miejsca na swój rozwój.
Gdy pytamy je o zdanie albo tłumaczymy, dlaczego chcemy coś zrobić – dowiadują się, że ich „tak” albo „nie” ma znaczenie na tym świecie. Kiedy przepraszamy za to, że byliśmy dla nich okropni, dowiadują się, że ważne jest to, co czują. A gdy towarzyszymy im w smutku porażek, przychodzi do nich wiedza, że błędy i straty to nie koniec świata, który ich przekreśla, ale część życia.
Gdy siebie samych traktujemy dobrze i z szacunkiem (i nie słyszą, jak sobie dowalamy, „mi to nic nie wychodzi”), nie będą niosły poczucia winy, które nie pozwoli im odnosić sukcesów.
I tworzy się w nich to miejsce, zwane poczuciem własnej wartości.
Bądźcie dobrzy dla siebie 💚
M
Bardzo jestem wdzięczna, że na mojej drodze stanął kiedyś Alfie Kohn ze swoją książką „Wychowanie bez nagród i kar”.
Fot. Ivan Stern / Unsplash