Jeśli chcę zobaczyć dziecko

Jeśli chcę zobaczyć dziecko

Jeśli chcę zobaczyć dziecko, potrzebuję zmienić perspektywę. Kucnąć, nawet jeśli ma już naście lat i przewyższa mnie wzrostem, a w środku nadal jest jeszcze małe i jeszcze bardziej niepewne tego, jakie jest i czy jest kochane. I kucnąć także wtedy, kiedy ma dwa lata i cztery. Nie zobaczę go, górując nad nim i przemawiając do niego z niedostępnego świata. „Kiedy ja byłem mały, to byłem dorosły”.

Jeśli chcę zobaczyć dziecko, potrzebuję popatrzeć jego oczami na ten wielki i niezrozumiały świat. Zobaczyć, jakie to jest trudne.

Jeśli chcę zobaczyć dziecko, potrzebuję mu uwierzyć. Kiedy mówi, że jest zmęczone, smutne albo boli je brzuch. Inaczej ono znika. Inaczej będzie zawsze czuło się przezroczyste. I potrzebuję mu wierzyć, że chce dobrze i robi najlepiej, jak potrafi.

Jeśli chcę zobaczyć dziecko, potrzebuję sobie przypomnieć, jak to było naprawdę, kiedy byłem dzieckiem. Nie brać na wiarę tego, co opowiedzieli mi inni. „Zawsze grzeczny”, „zdolny, ale leń”, „rozpieszczona jak francuski piesek”, „ofiara losu”, „gamoń”. Potrzebuję przypomnieć sobie głębiej niż etykiety, których do dziś nie umiem od siebie odkleić. Poczuć, że kiedy byłem mały, to byłem mały. Było mi smutno, bałam się, dostawałem niesprawiedliwe kary, nikt mnie nie słuchał, … . Tych historii jest tyle, ilu ludzi, bo rodzice bywają z reguły tylko niedoskonałymi istotami, które robią najlepiej, jak potrafią, ale nie zawsze oznacza to, że jest to tym, czego dzieci potrzebują najbardziej.

Jeśli zobaczę dziecko – w sobie i w dziecku – spotka mnie coś niezwykłego: może uda mi się zobaczyć te wszystkie cudowne okruchy piękna, które widzą właśnie one.

m

Fot. Senjuti Kundu / Unsplash