„Jeżeli porcelana to wyłącznie taka
Której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu,
Jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby
Nie było przykro podnieść się i odejść;
Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce,
Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci,
Jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć
gdy nadejdzie czas następnej przeprowadzki
na inna ulicę, kontynent, etap dziejowy
lub świat
Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać?
Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
w świecie
czuł się jak u siebie w domu?”
(Stanisław Barańczak, Jeśli porcelana to wyłącznie taka)
Znalazłam ten wiersz na początku lipca, gdy szukałam poezji zajmującej się marzeniami.
Przeczytałam go wiele razy.
Poczułam, że jestem szczęściarą, że natknęłam się na taki wiersz. Mimo że czytywałam w młodości Barańczaka, tego nie znałam.
Jak on dokładnie uchwycił naturę przeżyć, które sprawiają, że ludzie przestają marzyć. Nie planują za wiele. Jak bliska osoba, która powiedziała mi kiedyś, że marzy o tym, żeby w poniedziałek iść do swojej pracy. I nic ponad tą linijkę.
Nie marzy się, jak się wie, że przyjdzie zaraz burza i wszystko zabierze. Nie planuje się, gdy wiadomo, że nic nie zależy od nas. Pozostaje minimalny plan zapewnienia bezpieczeństwa, który zużywa maksymalne zasoby. Na więcej zasobów już nie zostaje.
Boimy się nie tego, co będzie, ale tego, co kiedyś już się stało. Że wróci.
My, Polacy, dziedziczymy traumy wielu pokoleń. Którym czołgi rozjeżdżały porcelanę i bliskich. Którzy do walizek brali, co popadnie (mój pradziadek z domu w Powstaniu Warszawskim zabrał tylko swoje wypolerowane buty).
Dlatego trudno nam jest marzyć. Kto pamięta ocet na półkach w sklepie, ten wie.
I dlatego o marzeniach potrzebujemy rozmawiać delikatnie. Na amerykańskie zdania, że „wszystko jest możliwe”, odpowiadamy również po angielsku, że „bullshit”.
Dobrze poznać, co w nas zostało rozczarowane. Co przestało sięgać. Jak się czuje ta część, która chciałaby puszczać wodze fantazji, ale pilnuje jej inna, która się boi to robić.
Warsztat o marzeniach zaprasza do początku takiego procesu. Do rozmrażania tego, co się schowało. Do próbowania na tyle, na ile to możliwe – budowania w sobie samym przestrzeni, w której można chcieć. Po swojemu i małymi krokami. Opiekując rozczarowane części. Dołączony do niego „Rozkwitalnik marzeń” pozwala być ze sobą także po warsztacie.
Zapraszam, może znajdziesz w nim coś dla siebie.💚
M
Anthony Ievlev / Usnplash