„Jest wystarczająco dobrze”

„Jest wystarczająco dobrze”

Noc z piątku na sobotę nie przyszła. Po prostu zaistniała jedynie w kalendarzu. Sen akurat wtedy zrobił sobie wolne i wyjechał. Dzień, który potem nadszedł – wiedziałam, że będzie trudny. I gdy z bezsilności w czerni nocy nie wiedziałam, co z sobą począć, zapisałam w pamięci drukowanymi literami: musisz być dla siebie szczególnie dobra. Bo to będzie ciężki dzień.

Ścigały mnie w ciągu niego czarne myśli, które musiały przedostać się z niezagospodarowanych godzin nocnych. Mieliśmy rodzinnie niesłychane opóźnienie, na zakupowycieczkę dotarliśmy dokładnie pięć minut przed zamknięciem sklepów w małym miasteczku, do którego przyjechaliśmy szukając stacji kontroli pojazdów. Był to bowiem ostatni dzień przed końcem. Przed końcem ważności poprzedniego przeglądu rejestracyjnego.

Myślałam o wszelkich powodach, by być niezadowoloną z siebie. By siebie objechać. (O cichym zabójcy – perfekcjonizmie – napiszę za tydzień). Może słabsza forma nie pozwoliła mi rozwinąć skrzydeł i upublicznić swoich przemyśleń – a może nie chciałam w rodzinie wzmagać poczucia klęski.

Przez czysty przypadek weszliśmy na sklep w podwórzu, w którym kupiliśmy potrzebne na wyjazd artykuły odzieżowe – a dobra wróżka siedząca w środku jeszcze na maszynie od razu dokonała koniecznych przeróbek. Czyli jednak nie było tak, że „nic nie wyszło”. Wyszło nadspodziewanie wiele, a my zaoszczędziliśmy sobie wzajemnego obwiniania.

Przy tym się zatrzymuję. Przy wewnętrznym przymusie objeżdżania – i to najpierw samego/samej siebie. Jakie wydarzenia w nas upamiętnia? Za co zawsze był objazd w historii mojego życia? Od kogo? Czy mogę zrobić coś odwrotnego i powiedzieć sobie coś dobrego właśnie wtedy, gdy zawalam? Normalnie drugiej osobie, która przeżywa trudności, potyka się o własną słabość albo ma jakiś kłopot – mówimy coś podnoszącego na duchu. Dlaczego siebie traktować gorzej? Jeśli w głowie objeżdżam siebie za każdą nieduaną sprawę, przecież muszę potem podać dalej. Tak to działa. Usłyszy gorzkie słowa ode mnie pierwsza bliska osoba, która się nawinie.

Jakie dobre słowo mogę podarować sobie, gdy jakaś część mnie serwuje mnie samej przysłowiowy „opieprz” (excusez moi les mot)? Czy mogę objąć ramieniem tą kruchą istotę, którą jestem i powiedzieć sobie: jest wystarczająco dobrze? Nazwać to wszystko, co wyszło, w zawierusze tego, co nie wyszło albo się zgubiło?

Kiedy jest trudno, słowa mogą sprawić, że będzie łatwiej albo jeszcze gorzej. Najlepsze podsumowania to te, które ocalają dobro.

Małgorzata Rybak

Źródło obrazka – Illustris.pl (autor: Andrzej Tylkowski)