„Jestem przybita, że tak to wyszło…”
„Jeśli wszystko odkładasz na potem, to co się spodziewasz, że wyjdzie lepiej?”
„I wtedy pękłam i nakrzyczałam na syna!”
„Nie powinno się krzyczeć na dzieci”.
„Nie widzę nadziei ani wyjścia z tej sytuacji”.
„Gadasz się jak głupia nastolatka”.
Kasownik. Ocena jest kasownikiem. Temu, który ocenia, wydaje się, że to kasownik na bilety do świata, w którym on ma rację. Kasuje ci bilet i już masz prawo wstępu tam, gdzie znajduje się (jego) obiektywna prawda. I możesz jechać tym tramwajem nawet na Psie Pole*.
Dla opowiadającego kasownik kasuje znacznie więcej. Nie tylko kasuje sens słów i szansę bycia wysłuchanym. Kasownik coś robi z kontaktem z tym, co nazywamy poczuciem własnej wartości. Gdy dostaję na twarz ocenę, czuję się nie tylko gorzej. Ale jeszcze kimś gorszym. Kto nie dorasta. Nie dogania. Nie wystarcza. Nie zasługuje.
I nawet jeśli umiem sobie wytłumaczyć, że ktoś drugi używa wobec mnie takiej strategii komunikacyjnej, bo nie wszedł w posiadanie lepszej, na pewno pozostaje zmarnowana szansa na bliskość. Bo jak się zbliżyć do kogoś, kto uderza oceną jak bolesnym odłamkiem? Potrzeba wtedy zaopiekować się skaleczeniem, które zostaje w środku i na bliskość nie starcza już sił.
Warto spróbować. Najpierw. Zanim odpowiemy czując się w obowiązku odpowiedzieć coś. Uwierzyć temu, co drugi człowiek do nas mówi i dostrzec uczucia, jakie temu towarzyszą. I jeśli nie wiemy, co powiedzieć, to wystarczy nawet powtórzyć. „Jesteś przybita…”. „Nie widzisz nadziei…”. „Po prostu pękłaś…”.
W tej ciszy może wydarzyć się piękny ciąg dalszy.
m
*Wrocławianie zrozumieją. 🙂 Na tramwaj na Psie Pole czekają od końca wojny.