Mam wrażenie, że to nie jest popularna metoda robienia podsumowań, mimo że dotyczy czegoś ogromnie ważnego, wobec którego nasze bycie z innymi jest wtórne. Słyszymy, że „dom wewnętrznie skłócony nie ostoi się”, nie zawsze mając świadomość, że pierwszym domem, w którym wydarzają się spękania, konflikt, agresja i odrzucenie może być nasze własne serce, w którym jakoś przeżywamy samych siebie… I bywamy dla siebie samych nie do przyjęcia. Wielki Tydzień to dobry czas, żeby pozwolić siebie przygarnąć Miłości bez końca.
O spojrzeniu w serce, kim jestem dla siebie (wobec czego bycie dla innych jest czymś wtórnym, a najczęściej lustrzanym) napisałam w tekście dla Aletei [KLIK]. Jestem ciekawa, czy odnajdziesz tam i swoje doświadczenie.
M