„Czy twoim życiem kieruje lęk, czy miłość?” – usłyszałam te słowa w zeszłym tygodniu całkiem przypadkowo, po prostu Netflix odegrał mi po uruchomieniu trailer nowego filmu z Andrew Garfieldem. Nie, nigdy nie myślałam nad tym, że przeciwieństwem lęku jest miłość. Odruchowo powiedziałabym, że odwaga. Więc wpadło we mnie to pytanie bardzo głęboko. Nie wiedziałam, że stanie się szybko tak potrzebne i ważne.
Kiedy patrzę na swoje zwykłe życie, które w obliczu wojny w Ukrainie wydaje mi się spełnieniem wszelkich marzeń (choć jest bardzo naprawdę zwykłe i składa się z trosk i błysków), to tak właśnie doświadczam: że przeciwieństwem lęku jest miłość. Najlepsze i najodważniejsze rzeczy w życiu robiłam nie z odwagi, ale z miłości.
Z tym wszystkim, co mam w środku – gdyby ktoś mi powiedział, ile będę wychodzić na arenę, ile wychodzić do ludzi – zdziwiłabym się, jak to możliwe. Ilekroć jednak słyszę i widzę, jak ludzie mogą sobie robić trudno, w mojej klatce piersiowej i żołądku rozlewa się gorąca fala współczucia i wielkie pragnienie pomocy w tym, by sobie wymyślili, jak mieć łatwiej. Może dlatego, że doświadczyłam na sobie, jak może być trudno. I doświadczyłam, ile przestrzeni i oddechu pojawia się, gdy uczymy się czegoś nowego i robi się dużo łatwiej.
Nie prowadziłabym warsztatów dla mam, gdybym sama jako mama małych dzieci nie doświadczyła depresji i wypalenia. Nie uczyłabym ludzi traktowania siebie samych dobrze i po ludzku, gdybym nie sprawdziła, jak jest ciężko, gdy nie zauważa się siebie. Nie zaczęłabym prowadzić firmy, gdyby nie miłość do dzieci.
Gdy dziś wyobraźnia podsuwa, jak to jest, biec w nocy do schronu i koczować z dziećmi na ziemi, mam myśl, że jeśli to przyjdzie, to będę wiedzieć doskonale, co zrobić i na moim ramieniu i piersi dzieci znajdą bezpieczne schronienie. A ja znajdę w tym schronie siłę i nie rozpadnę się na kawałki: miłość pokaże drogę, będę nią szła jak przewodnik górski po Tatrach – mimo lęku i dezorientacji. Będę wiedzieć, co robić.
Gdy myślę o tym, że w tych ciężkich chwilach, w których ta ilość zła dziejącego się za granicą nie mieści się nam głowie, można naprawdę utknąć – w śledzeniu wiadomości, martwieniu się, strachu. Dać się obezwładnić. Lęk adekwatna odpowiedź na to, co się dzieje, szaleni ludzie tylko by się nie obawiali.
Do tych ciemnych i samotnych miejsc potrzebujemy wpuścić miłość – zauważyć ze współczuciem ludzi poddanych takiej próbie, i siebie samych. Współczucie to nie bezsilny płacz. Współczucie to siła, która pcha do działania. Ratuje z utknięcia.
Widzę wokół siebie tyle mobilizacji. Na grupach ciągle zgłaszają się ludzie, którzy udostępniają mieszkania, pokoje, domy, organizują zbiórki potrzebnych rzeczy, transport Ukraińców do Polski.
Nawet gdyby świat miał się skończyć jutro, miłość nam wszystko podpowie. uruchomi pokłady twórczości. Oplecie współczuciem bliskich, którzy się boją. Przetrwa bezmyślne zło, rozliczy z niego w końcu też.
Bądźcie dobrzy dla siebie 🧡
Małgosia
Fot Pixabay