Na grafice poniżej widzicie kosmos To nazwa rośliny: onętek kosmos. Zaczyna kwitnąć w sierpniu i nie przestaje – u mnie w ogrodzie przynajmniej – aż do tej chwili. Od maja wystawały z ziemi zaledwie małe kosmate roślinki. I dopiero w sierpniu kosmos wystrzelił w górę tak, że przerósł wzrostem i mnie, i moje wyobrażenia.
Kto ma ogród, ten wie. Że nie zawsze jest tak wesoło. Z rośliny o nazwie „gwiezdny pył”, wysianej przeze mnie z troską do pudełka po lodach na wiosnę, nie zostało nic. Ani śladu. Ani wschodu, ani wzrostu. Względem malutkich astrów alpejskich jeszcze żywię nadzieję, że może urosną i zakwitną na przyszły rok. Ale kto wie.
Żeby marzyć, potrzebujemy trochę ciekawości dziecka, które nie boi się eksperymentować. Czasem wyjdzie wspaniała chmura z bąbelków w kąpieli, a czasem rzucona jak piła zabawka rozpadnie się w zderzeniu z ziemią.
Małe dziecko nie myśli, że te piękne albo i najgorsze katastrofy są o nim. To, co się nie udaje, opłakuje głośno jako niezbadane wyroki wszechświata i nabiera otuchy, by iść dalej. Czasem uczy się o tym, co działa, a co nie działa. Że balonik rzucony na krzaki pęka, a włosy obcięte lalce już nie odrosną.
By marzyć, potrzebujemy sprawdzić, w jakiej kondycji w nas jest ta część, która to potrafi. I stworzyć jej warunki, by mogła dojść do głosu. Wierzę, że marzyć można się uczyć we własnym tempie. I że łatwiej to niekiedy robić z kimś.
Warsztat o marzeniach poprowadzę już jutro i jeszcze można do niego dołączyć. Tu [KLIK] dowiecie się o nim więcej i znajdziecie link do formularza zapisów.
Bądźcie dobrzy dla siebie <3
M