Nadzieja jak butelka wody i kromka chleba

Nadzieja jak butelka wody i kromka chleba

Na Dolnym Śląsku, oprócz tego, że żyjemy własnym życiem, żyjemy też dramatem zatapianych miast.
 
Z mężem zawsze byliśmy lokalnymi patriotami, którzy wiele wakacyjnych dni spędzali w Karkonoszach i Kotlinie Kłodzkiej, a rok temu przeżyliśmy wspaniały weekend w Nysie koło Opola, zachwyceni perełkami architektury i doinwestowaniem odnowienia zabytkowego miasta, nazywanego w swojej historii „Śląskim Rzymem”.
 
Gdy padał deszcz przez tyle dni z rzędu, stawała mi przed oczami jak żywa historia sprzed 27 lat, gdy najpierw spędzałam tygodniowy urlop w Lubomierzu – najmniejszym mieście w Polsce (wówczas 2 tysiące mieszkańców), i bardzo biednym, niedaleko Jeleniej Góry.
 
Przez cały urlop lało, a płynąca przez miasto rzeka stała się rwąca i brunatna od niesionego z góry błota.
 
Po powrocie z urlopu praktycznie od razu zostałam mianowana jednoosobowym sztabem kryzysowym podczas mojej wolontariackiej pracy w Caritas Legnica. Przez prawie całą dobę miałam do dyspozycji telefon (wtedy jedynie bezprzewodowy, bo komórek jeszcze nie było), radio tranzystorowe i mapę.
 
Jako centrum kryzysowe kierowałam ruchem TIR-ów i osobówek, które dzwoniły do mnie w poszukiwaniu jeszcze przejezdnych dróg – ja spisywałam wszelkie informacje na ten temat z lokalnych serwisów informacyjnych.
 
Przyjmowałam dary od powodzian i zbierałam informacje z miejsc najbardziej poszkodowanych.
 
Uczestniczyłam w objeździe po zniszczonych wsiach w towarzystwie darczyńców z Niemiec, którzy zorganizowali TIR z darami.
 
Chcę Wam napisać to, że zniszczone miasta i wsie to naprawdę bardzo, bardzo biedne tereny. Kotlina Kłodzka i Kotlina Jeleniogórska to okolice ciągle się wyludniające, z dużymi wskaźnikami bezrobocia, gdzie mieszka sporo osób starszych.
 
Nie sposób sobie wyobrazić, z czym się mierzą mieszkańcy.
 
Potrzebują być otoczeni miłością i nadzieją.
 
Na pomoc ruszyło mnóstwo ludzi, ofiarowując transport, dary, uruchamiając kontakty.
 
Wiadomo, że jak odpływa dobytek życia, to ono rozsypuje się na kawałki. Ale tym, co potrafi przy nim zatrzymać bywa koc i kromka chleba.
 
Dotyk, dobre słowo, działanie.
 
To tak na Dolnym Śląsku.
Dziękujemy, że jesteście.
 
Fot. Kłodzko, Damian Daszkowski