Najodważniejsza wyprawa życia

Najodważniejsza wyprawa życia

Musiała to być ogromnie odważna wyprawa. Na jej końcu mędrcy znaleźli scenę, która w ubóstwie dekoracji przedstawiała więzi. Dziecko otoczone miłością i bezpieczeństwem. Mamę, na którą można liczyć i tatę, który jest obecny i bliski.

W sumie była to rodzina patchworkowa. Mama została mamą zanim nastąpił ślub. Mąż nie był biologicznym ojcem. Po ludzku sytuacja była więcej niż skomplikowana. A jednak w betlejemskiej grocie gwiazda świeciła właśnie nad więziami. Nad troskliwością, opiekuńczością, wrażliwością. Nad małym, kruchym, w pełni zależnym Dzieckiem.

Bywa to najdłuższa i najbardziej odważna droga, jaką mamy do przebycia. Od przekonania, że mamy stać się wielcy, silni, niewzruszeni i odporni na ból (bo tak przedstawiano być może nam dorosłość), do odnalezienia dziecięcej cząstki w sobie.

Tej, której nie wolno było zbyt głośno się śmiać.
Za wiele marzyć albo sobie myśleć.
Wiercić się.
Zapominać i gubić.
Chcieć się przytulić nie w porę.
Bać się albo czuć smutek.
Skakać i biegać.
Chcieć być kochaną najbardziej na świecie i podrzucaną aż do nieba.

Dziecko w Tobie zapala dla Ciebie gwiazdę, bo ciągle chce być znajdowane. Bo dojrzałość zaczyna się wtedy, gdy bierzesz je w ramiona. Karmisz i ogrzewasz. Pocieszasz i dodajesz otuchy. Pokazujesz mu piękne rzeczy. Opowiadasz historie. Zaprowadzasz je w miejsce, gdzie dostanie wsparcie.

Mówisz mu, że nidgy już nie będzie samo.

Gdy nie odrzucasz siebie.

Małgosia
Ten rodzaj odwagi, polegający na odnajdowaniu kruchych części siebie, także będziemy praktykować w grupie rozwojowej online, która rusza w styczniu – szczegóły TU [KLIK].