Nie mogę wyjeżdżać na wakacje

Nie mogę wyjeżdżać na wakacje

Powiem Wam, że odkąd w sobotę wieczorem po dwóch dniach podróży zajechaliśmy do domu i zaczęły na mnie po kolei spadać sprawy i „taski”, zastanawiam się, jak ja to wcześniej robiłam. Jakby te cudne wagary od (tylko przecież części) zadań stworzyły przestrzeń, w której mogłam się na tyle rozgościć, by dostrzec, w jakim ścisku żyję na co dzień.

Więc po tych kilku dniach z powrotem we własnej „normalce” odczuwam z jednej strony pokusę, by powiedzieć, że urlop był sto lat temu, bo przecież już po drodze było: załatwianie wizyt u okulisty i nowych okularów, na których średni syn niechcący położył się w swoim namiocie, jeżdżenie na cito do lekarza z córką, której przygoda z padnięciem w samochodzie klimatyzacji skończyła się antybiotykiem, który znalazłam dopiero w którejś z kolei aptece, światełko w lodówce i głodne brzuchy rodziny, opranie wyjazdu w warunki polowe. A do tego prowadzenie firmy, które w naszym kraju po zliczeniu faktur z kosztami prowadzenia działalności daje nadzieję na zamieszkanie w pobliżu kuchni Caritasu na starość.

Z drugiej strony odczuwam bunt i pragnienie, by całe to wakacyjne piękno (mimo wyzwań) i ciepło zachować – w pamięci, brzuchu, sercu. W głowie huczy od pomysłów, jakimi chcę się z Wami dzielić, które tylko usiąść i spisać, i zrobić w spokojnej chwili. Tylko gdzie ta spokojna chwila? Gdzie się schowała? Jak wygląda? Jak ją poznać?

Gdy powiedziałam wczoraj fizjoterapeucie, pomagającemu mi ogarnąć układ ruchu, z którym mam ogromne i wywołujące wiele bólu problemy, że nie mogę jeździć na wakacje, bo potem okazuje się, że nie jestem w stanie wrócić do wyzwań życia, jakie na mnie spadają, i spiąć się wystarczająco mocno – odpowiedział coś przedziwnego: „Może potrzebujesz jeździć na wakacje co miesiąc. Może to o tym jest.”

Więc tak, będziemy szukać już niedługo wszelkich sposobów, na rozmnażanie i rozciąganie urlopu, zapraszanie mikro-urlopów, mikro-odpoczynków do zwykłej codzienności, ale i karmienie się dobrem, jakie do nas przychodzi, by nie uciekało. Jeśli macie ochotę na tę wspólną drogę, zapraszam serdecznie do wakacyjnej grupy rozwojowej „Praktykowanie dobrostanu”, która startuje 21 lipca. Będzie to lekki, porcjowany strawnie, treściwy za zarazem przyjemny rozwój jednej z najważniejszych kompetencji, która buduje naszą odporność psychiczną i wewnętrzną siłę.

Więcej informacji znadziecie TU [KLIK] – już z dobrym linkiem do zapisów, bo była tam pomyłka.

Wierzę, że to będzie dobry i twórczy czas.

A jak wolicie stacjonarnie, to dwa lipcowe warsztaty o tym, czego potrzebujemy by dbać o siebie (po polsku) i o potrzebach (po angielsku) znajdziecie TU [KLIK].

Bądźcie dobrzy dla siebie <3

Małgosia