„Nie płacz”, „nie krzycz”, „nie skacz”.
Wypowiadane do dzieci, zbyt często oznacza dla nich: „nie czuj”, „nie potrzebuj”, „nie wyrażaj”.
Uczucia zatrzymane, których rodzic nie usłyszał i nie pomieścił w sobie, pozostają w ciele. Jako napięcie mięśni, jakby bez powodu. Jako brak miejsca na głębszy oddech. Jako pogląd na emocje, że są niezrozumiałe, przerażające, nie do ogarnięcia. Jako impuls, by je tłumić. Nie czuć. Nie potrzebować. Nie wyrażać.
To dlatego rodzice tak bardzo potrzebują dbać o siebie i znajdować wsparcie dla swoich własnych wewnętrznych dramatów – by umieli zrozumieć i swoje uczucia, i uczucia dzieci.
Pewien dobry znajomy, tata trójki malutkich dzieci, powiedział mi kiedyś, że nie wie już, co robić, gdy jego synek krzyczy i płacze wniebogłosy. Czy uspokajać, czy tłumaczyć mu, czy krzyczeć, bo nic, nic zupełnie nie działa.
Odpowiedziałam: „Możesz też usiąść obok i nic nie robić. Podstawić tylko 'dzbanek’, żeby to wszystko spokojnie się wylało”.
Te dzbanki są cenniejsze niż porcelana bolesławiecka albo z Chodzieży. Każdy rodzic potrzebuje w sobie takich dwóch: jednego na własne trudne emocje, gdzie mogą się wlać i gdzie można z nimi być, czekając, aż wszystko wypowiedzą. Że to takie smutne, że gdy w końcu młodsze dziecko zasnęło, starsze się przewróciło i zaczęło płakać. Że tak trudne jest uczucie bezradności. Że złością można by wysadzić w kosmos cały świat, bo choćby dać z siebie wszystko, czasem nic nie działa. Bo potrzebujemy, żeby było łatwo, a bywa tak bardzo trudno.
Nie ma złudzeń, że to dzieci obsłużą te dorosłe kłopoty. Źle się dzieje, gdy zaczynają chodzić na palcach, by zaopiekować emocjonalne huśtawki dorosłego – bo tak im potem zostanie. Poświęcą swoje życie na emocjonalną obsługę zezłoszczonych, złośliwych, zirytowanych.
Drugi dzbanek jest potrzebny na uczucia dzieci. One także nie trwają wiecznie – najsilniejszy płacz kiedyś dobiegnie do ostatniej łzy, złość pożegna się ostatnim tupnięciem. Tym dzbankiem jest obecność, empatia. Niemówienie wiele. Może tylko: „Widzę, że to takie trudne”, „ale cię to zezłościło”, „musi bardzo boleć”.
Bez dzbanka wszystko się komplikuje. Do jednych trudnych emocji dołączają się kolejne i kolejne. Uczucia wszystkich kipią i wylewają się, gdzie popadnie. Wiecie pewnie dobrze, czym jest eskalacja. I jak się sami czujecie, gdy ktoś Wam mówi: „Nie płacz, nic się nie stało”.
Dzieci nas potrzebują, żeby kiedyś w środku mogły mieć swój dzbanek. On jest tym, który najpierw trzymały nasze dłonie.
Bądźcie dobrzy dla siebie <3
M