Skądś się bierze to, że:
– wierzymy, że „idealnie” jest możliwe,
– że trzeba się bardzo postarać, żeby inni byli zadowoleni (a na koniec i tak niekoniecznie będą)
– że jak siebie utyramy, to wszystko będzie ok,
– że jeśli skupimy się na uszczęśliwianiu innych, do nakarmimy się ich zadowoleniem, bo sami niczego nie potrzebujemy,
– że jest tylko jeden sposób na to, żeby święta były piękne.
Na pewno stoją za tym trudne historie, w których staliśmy przed niesprawiedliwym wyborem, czy stracić samych siebie, czy więzi, więc zostawialiśmy siebie. No bo jak bez więzi żyć? Na szczęście jednak możemy się uczyć tego, że:
– „idealnie” nie istnieje i nie jest możliwe, a piękne może być to, co niedoskonałe,
– czyjeś niezadowolenie jest informacją o nim/niej, a nie o tym, że zasłużyliśmy na karę,
– jak siebie utyram, to będę się czuć nieszczęśliwa, bo ciało to ja,
– branie pod uwagę swoich potrzeb nie stoi w sprzeczności z troszczeniem się o innych, ale bez tego pierwszego, to drugie będzie tylko niepotrzebnym samopoświęceniem,
– jest wiele sposobów na to, by święta były piękne.
Tekst o Duchu Doskonałych Świąt, który napisałam dla Aletei, znajdziecie TU [KLIK].
Bądźcie dobrzy dla siebie
Małgosia