To trzeci różany pączek tej wiosny. Był herbaciany, był pomarańczowy, aż przyszedł czas na żółty! Witam go z wielką radością 😊.
Żółty kojarzy mi się nieodmiennie z najprzyjemniejszym z kolorów w modelu stref regulacji emocjonalnej (opracowanym przez specjalistów z Bliskiego Miejsca – Agnieszkę Stein i Anię Dziewulską). „Strefa żółta”, czyli strefa relaksu i komfortu, to tak naprawdę akumulator naszego układu nerwowego i jego bezpiecznik. Gdy spędzamy odpowiednią ilość czasu w tej strefie, mamy dostęp do kolejnej ze stref – zielonej, gdzie możemy uczyć się, rozwijać, współpracować z innymi, widzieć szeroko, rozwiązywać konflikty bez wysadzania w powietrze siebie i innych, pracować twórczo. W zielonej nam się chce.
Siostry Emily i Amelia Naogosky opowiadają w książce „Burnout” o tym, że w żółtej strefie – czyli w stanie rozluźnienia i komfortu – potrzebujemy spędzać 40% dnia. Tak. 40%, czyli prawie 10 godzin (wliczając sen)! Nie zawsze mamy możliwość leżeć na hamaku, ale możemy przecież pochodzić boso po trawie albo po podłodze. Pooddychać, popatrzeć na coś pięknego. Zjeść pyszny posiłek (choćby to były kartofle z kefirem). Pośmiać się i powygłupiać z dziećmi. Potańczyć. Poczytać powieść.
Możemy mówić, że to zbytek, na który nas nie stać, ale chcę Wam opowiedzieć o tym, co się dzieje, kiedy żółta strefa nie istnieje w naszym życiu. Wtedy łatwo wchodzimy w kolejne strefy – czerwoną strefę ucieczki i walki, w której zalewa nas złość (i np. WSZYSTKO nas irytuje) lub w strefę niebieską – zamrożenia. W krainie zamrożenia nie jesteśmy zdolni „robić”, nawet jeśli coś w nas beszta nas i opiernicza ile wlezie. W zamrożeniu nie możemy się ruszyć, czas wydaje się bezczasem, mamy pustkę w głowie i wydaje nam się, że na naszej planecie nie istnieje oprócz nas żaden człowiek. Wpadamy tam, gdy to, co się dzieje, nas przerasta. Wypaliło się już wszystko: zapał, entuzjazm, nawet złość niewiele przyniosła. Jest za to napięcie, lęk, poczucie, że nie wiadomo, co teraz i skąd weźmiemy na to siły.
Bez żółtej strefy zmierzamy nieuchronnie do tego, co Sylwia Włodarska nazywa „bezzasobiem”.
Mam nadzieję, że jutrzejszy warsztat o marzeniach i potrzebach będzie miał w sobie wiele z żółtej strefy. Zostało na niego jeszcze kilka miejsc. Dla mnie realizacja marzenia o „Rozkwitalni marzeń” była bardzo wymagająca i potrzebowała wielu przygotowań, ale już się cieszę i ciekawię na to, co jutro odkryjemy.
Zapraszam serdecznie, kto jeszcze ma ochotę 😊 Zapisy TU [KLIK].
Bądźcie dobrzy dla siebie 💚
M