„Niewidzialne dzieci”, mimo ciszy, w jakiej żyją w stopniowej rezygnacji ze swojego głosu – nie doświadczają wewnętrznego spokoju, lecz cierpienia. Ponieważ ich potrzeby, uczucia i granice zostały uznane za nieważne, stają się takimi dla nich samych. Próbując w dorosłości szukać dowodów na swoje istnienie, funkcjonują z raną bycia niewidzianymi wówczas, gdy potrzebne było pełne uważności spojrzenie, kontakt i wsparcie. Przestają widzieć siebie i tracą kontakt z sobą – swoim ciałem, uczuciami, możliwościami.
Piszę w dzisiejszym tekście dla Aletei [KLIK] o sytuacjach, gdy dzieci stają się „niewidzialne” – to określenie, które mnie bardzo zatrzymało u Jespera Juula.
m
Poruszył mnie Twój tekst. Byłam dzieckiem „niewidzialnym”. Awantury rodziców, choroba ojca, ogromne poczucie winy za sytuację w domu, czułam się niewystarczająca, niekochana, odpowiedzialna za wszystko i wszystkich. Jedyne czym mogłam zaistnieć w domu to 5 i 6 ze szkoły. Mama była wtedy ze mnie zadowolona. Inne oceny były dla mnie tragedia. Nie było czasu na uczucia, rozmowy. Najważniejszy był ojciec, brat, praca. Ja byłam grzeczna dziewczynka, niewidzialna. Zajadalam emocje, nie lubiłam siebie, swojego wyglądu, siebie, uważałam że jestem gorsza. Chciałam wyrwać się z domu. Udało się. Dobre studia, praca, małżeństwo. Nie uciekłam jednak od schematu- poczucia niskiej wartości, starania się o drugiego człowieka. Mimo starań i rezygnacji z siebie, swoich potrzeb mąż mnie zostawił z maleńkim dzieckiem. Związek przemocowy. Tak, powielilam schematy z domu. To bardzo trudne wyjść ze schematu. Teraz buduje szczęście z innym mężczyzną i uczę się jak jest być zauważana. Gdy ktoś pyta jak się czujesz? Co myślisz? Gdy jestem przytulana i całowana gdy działamy razem dla wspólnego szczęścia, a nie ja staram się uszczęśliwić druga osobe
Dziękuję Ci, że się dzielisz swoją trudną ścieżką do zaopiekowania się sobą <3