Niniejszym zwalniam

Niniejszym zwalniam

Przyjaciółka zapytała mnie, kiedy odpocznę po maglu, jakim było przygotowanie w domu przyjęcia komunijnego synka na prawie 20 osób. Bo pisałam jej, że nie mogę dojść do siebie, a tu już setki spraw wołają o zaopiekowanie i nowe wpadają drzwiami i oknami, nieuważne na to, że w środku jest ktoś, kto już więcej nie może.

Zresztą, gdybyście zobaczyli aktualnie mój pokój, zobaczylibyście, o czym opowiadam.

A może gdybyście jeszcze zobaczyli dzisiaj łazienkę, w której dwukrotnie wylała pralka (na podłodze zaś leżały zakolejkowane dwie pralki prania pranie).

Trudno obronić siebie przed naporem spraw, gdy się dopiero co przeszło „przetrenowanie” nawałem starych. Ciało spina się, umysł zaczyna wierzyć, że życie tak wygląda i musi wyglądać. No i z jednej strony jest jego realność, właśnie taka: dużo się dzieje, dzieci, choroby, delegacje męża, ZUSy i USy, praca, praca w domu itd.

Nie da się wyjechać na Maltę i zawiadywać całym życiem stamtąd, udając, że wystarczy tylko się lepiej zorganizować (wiecie, że to kłamstwo, że to iluzja, że „wszystko jest kwestią organizacji”?).

Z drugiej strony są ludzkie możliwości. Klejące się oczy. Zasypianie na stojąco na białym tygodniu w kościele (poprosiłabym księży, by w wyjątkowym czasie dzieci dostosowali tempo i sposób sprawowania Mszy właśnie do nich, nie do reszty okazji i wiernych).

Wstawanie zmęczoną i padanie w łóżko bez czucia. Nieprzyjemne uczucie bycia ostatnim uczniem, który nie zdąża (przepisać z tablicy, przynieść, donieść, odrobić, skleić, oddać). Irytacja. Złość na siebie.

Bardzo się wzruszyłam, gdy przyjaciółka przysłała mi w końcu to zwolnienie.

Bardzo i ogromnie.

Wiadomo, że nadal pracuję, zbieram wodę z podłogi i zawożę synka do szkoły. Tylko daje sobie przystanki. Pozwalam sobie siedzieć bez celu i słuchać ptaków, mimo że coś rozpędzone we mnie mnie pogania. Myślę, co się stanie, jak nie zrobię tej czy innej rzeczy teraz. Jeśli poczekam na siły.

Urządzam sobie takie odpoczynki, jakie teraz są możliwe. Rozgaszczam się w kawałkach siebie, którym pozwalam wyjść z kołowrotka.

Poddychać.

Poczuć własne ciało i pobyć z nim.

Powiedzieć sobie, że siebie kocham.

Kochana Przyjaciółko, dziękuję, że jesteś <3

Małgosia